To strajk ostrzegawczy. Jednak w wielu szpitalach pielęgniarki na dwie godziny odeszły od łóżek pacjentów. W Białymstoku zdecydowały się tylko na pikietę w centrum miasta. Przyszły na nią te pielęgniarki i położne, które akurat miały wolne.
- Głównym powodem naszego protestu jest procedowana obecnie w Sejmie i Senacie ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. To ustawa, która jest gwoździem do trumny polskiego pielęgniarstwa - nie ma wątpliwości Agnieszka Olchin, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych w województwie podlaskim.
Z zapisów ustawy wynika, że na większe pensje mogą liczyć pielęgniarki bez doświadczenia, ale po studiach magisterskich, tymczasem większość pielęgniarek nie spełnia tego wymogu. - Niektóre pielęgniarki czekają wręcz obniżki - mówi Agnieszka Olchin.
W proteście pielęgniarki wspierali podlascy parlamentarzyści. Pod Ratuszem pojawili się: Paweł Krutul, Krzysztof Truskolaski i Robert Tyszkiewicz. Ten ostatni chwilę później zadeklarował w mediach społecznościowych: "W Senacie przegłosujemy poprawki oczekiwane przez pielęgniarki i położne. Następne głosowanie w Sejmie będzie testem dla rządzących".