BIA24 - Kalinowski: Musimy grać swoją koszykówkę
Sport

Kalinowski: Musimy grać swoją koszykówkę

2019-10-25 16:42:56
Bia24.pl Kalinowski: Musimy grać swoją koszykówkę
/fot. BIA24.pl/

- Póki co sprawdza się jednak to, co powiedziałem przed sezonem. Naszych zawodników jak Arek Zabielski czy Andrzej Misiewicz stać na dużo więcej, niż w poprzednim sezonie. Oby tak było dalej - mówi Krzysztof Kalinowski, trener koszykarzy Żubrów Białystok, którzy bardzo dobrze odnajdują się w długiej serii wyjazdowych meczów w II lidze koszykówki.

Derby dla Żubrów. Brawo!

- Cieszy mnie nasza postawa w ataku w pierwszej połowie. Szkoda tylko, że nie ustrzegliśmy się błędów w obronie, przez co Tur odpowiadał nam zdobywając łatwe punkty z kontry. Dodatkowo jeśli nie popełnialibyśmy fauli na Bartku Wróblewskim przy rzutach za trzy punkty, to nasza przewaga mogłaby być jeszcze większa. Problemy zaczęły się dopiero, gdy rywale postawili strefę. Po kilku niecelnych rzutach zaczęliśmy źle rozwiązywać nasze sytuacje. Tak na prawdę do momentu, kiedy graliśmy nasza koszykówkę, to byłem super zadowolony. Walka pod koszem, zaangażowanie, wszystko było na wysokim poziomie. Zatrzymaliśmy też Kuczyńskiego na jedenastu punktach, a doskonale wiemy jak dobrym jest zawodnikiem, z czego jestem bardzo zadowolony. Kiedy graliśmy zespołowo w ataku, to oni musieli ratować się dziwnymi rotacjami, co dobrze wykorzystywaliśmy. Zabielski z Misiewiczem, a także Maciej Parszewski oraz Patryk Wydra i Mariusz Rapucha zagrali dobre zawody. Generalnie wszyscy, którzy pojawili się na parkiecie mogą być zadowoleni z meczu.


Dodatkowa mobilizacja byłą potrzebna czy już sama nazwa rywala była wystarczająca?

- Nie nastawiałem się na to w ten sposób. Dla mnie był to po prostu kolejny mecz. Mamy ciężki harmonogram. Każda porażka w wyjazdowej serii spotkań stawia nas w trudnym położeniu. Przegrywając jeden mecz można wpaść w serię i pogorszyć bilans. Podchodziliśmy do tego normalnie. Wiadomo, że każdy ma coś do udowodnienia, co wynika z jego przeszłości, ale przestrzegałem, że nie może być tego widać na parkiecie.


Za Wami cztery kolejne wyjazdy, a przed Wami jeszcze dwa. Z czego wynika tak ułożony terminarz?

- Wynika to z tego, że w rocznym harmonogramie hali są jeszcze inne wydarzenia, które nakładają się na nasze mecze. Dlatego też wystąpiliśmy z prośbą o takie rozwiązanie, do czego pozytywnie przychylił się organizator. Przed nami jeszcze dwa mecze w tej serii, a po niej przerwa wynikająca z nieparzystej liczby zespołów w naszej grupie.


Można zacząć już żartować, że najlepiej byłoby w ogóle nie grać u siebie skoro tak dobrze idzie Wam gra w delegacji?

- Chyba będziemy musieli to rozważyć (śmiech). Nie wiem z czego to wynika. Póki co sprawdza się jednak to, co powiedziałem przed sezonem. Naszych zawodników jak Arek Zabielski czy Andrzej Misiewicz stać na dużo więcej, niż w poprzednim sezonie. Oby tak było dalej. Nie to, że daje im wolną rękę, ale znają swoją odpowiedzialność na boisku, być może też przez to więcej się angażują. Wciąż jednak mamy rezerwy, co pokazał choćby ostatni mecz z Turem. Mamy nad czym pracować choćby w przypadku gry strefą przez przeciwnika.


Przed sezonem mówił Pan, że Tur po wzmocnieniach to jeden z najmocniejszych zespołów w grupie. Zwycięstwo z takim przeciwnikiem również powinno dodać większej pewności siebie prowadzonym zawodnikom.

- W naszej lidze jest kilka silnych zespołów. Doszedł do tego Radom, który widać, że chce mocno awansować. Bielsk również jest w tej czołówce, o której rozmawialiśmy, ale także Lublin jest silniejszy niż przewidywałem. Po połączeniu doszedł do nich Obarek, który daje dużo. Zmiana rozgrywającego też wyszła im na dobre. Do tego są jeszcze silne Dziki. Wydaje mi się, że w tym momencie jesteśmy piątą siłą naszej grupy, jednak przy takiej dyspozycji jesteśmy wstanie wygrać z każdym. Nawet wracając do meczu z Radomiem. Nie mówię, że powinniśmy byli zwyciężyć, ale przez większą część meczu wynik powinien oscylować w okolicach remisu, przez co w emocjonującej końcówce wszystko mogłoby się wydarzyć. Wydaje mi się, że przegraliśmy tamten mecz w głowach. Analiza pokazała, że dobrze wychodziliśmy na pozycje. Wystarczyło być bardziej bezczelnym.


Teraz czeka Was wyjazd do Stalowej Woli. Rywal nie ma ostatnio dobrego okresu.

- Nie żebym kogoś lekceważył, ale póki co Stal przegrywa dość wyraźnie swoje mecze. Bez znaczenia czy to beniaminek czy czołówka ligi. Mam nadzieję, że my również zaprezentujemy się z dobrej strony na parkiecie rywala i odniesiemy zwycięstwo. Doświadczenie mówi mi, że tam gra się ciężko bez różnicy jakim składem dysponują gospodarze. Najważniejsze będzie odpowiednie podejście do meczu. Nie możemy ich lekceważyć, za to musimy od początku chcieć mocno pokazać, że jesteśmy lepsi. Musimy grać swoją koszykówkę, tylko tyle i aż tyle.

autor BIA24
RS
redakcja@bia24.pl
Zobacz również:
Wiecej