Wiele hałasu i nic… w sejmiku

Pikieta przed budynkiem sejmiku, szarpanina w korytarzach, elektorat tłumnie obecny w sali obrad sejmiku, w programie sesji stanowisko przeciw przyjmowaniu nielegalnych migrantów. Co do nielegalnych migrantów wśród radnych zgoda: nie chcemy ich u siebie. A jednak nawet głosowania nad stanowiskiem nie było. Proceduralny szacher-macher i głosowania nie ma i pewnie długo nie będzie. Wyborcy wszystko rozumieją i już niedługo dadzą temu wyraz.

Obrady sejmiku województwa podlaskiego 26 maja 2026 r.

Obrady sejmiku województwa podlaskiego 26 maja 2026 r.

Wszystko dotyczy dziwnego stanowiska, jakie sejmik przyjął większością głosów koalicji rządzącej na poprzedniej sesji w kwietniu. Stanowisko polegało na anulowaniu innego stanowiska (przyjętego w 2025 roku) zawierającego sprzeciw wobec tzw. paktu migracyjnego oraz szczególnie relokacji nielegalnych migrantów do województwa podlaskiego. Powód anulowania to było odrzucenie przez polskie Ministerstwo Kultury wniosku Opery Podlaskiej o dofinansowanie ze środków unijnych remontu sali na kwotę prawie 50 mln zł. Ministerstwo uznało, że sejmik w swoim stanowisku zastosował praktyki dyskryminacyjne, a w takiej sytuacji funduszy europejskich przyznać nie wolno. Władze województwa wymyśliły więc, że gdy się anuluje stanowisko, wówczas nie będzie zarzutu dyskryminacji.

Pomysł w gruncie rzeczy absurdalny i śmieszny, ale jednak przyjęty i ustanowiony przez większość rządzącą. Sam marszałek województwa Łukasz Prokorym w swoim wystąpieniu na sejmiku ośmieszył pomysł anulowania stanowiska. Tak mówił marszałek Prokorym na sesji 21 kwietnia 2026 roku: „Trochę się teraz wczuję w rolę, którą wykonywałem przed byciem marszałkiem województwa, czyli w rolę radcy prawnego. W mojej ocenie jak się czyta stanowisko [chodzi o stanowisko Ministerstwa Kultury zarzucające sejmikowi praktyki dyskryminacyjne – przyp. red.], jak się też czyta rozporządzenie, które jest podstawą oceny, czy dochodzi do aktu dyskryminacji, są jasno wskazane dwie rzeczy. Pierwsza rzecz, że organ stanowiący zgodnie z tym rozporządzeniem może dokonywać dyskryminacji poprzez albo akty prawa miejscowego albo poprzez uchwałę. A to nasze stanowisko ma formę stanowiska, czyli nie jest ani aktem prawa miejscowego, nie tworzy prawa na terenie naszego województwa, nie jest również uchwałą, nie podlega kontroli pod względem legalności przez wojewodę. Więc tutaj pod kątem prawnym widzę jedną szansę, żeby ten argument podnieść. Dwa – nie można dokonywać czynności dyskryminacji w stosunku do działań nielegalnych, a w stanowisku mówiliśmy o »nielegalnych migrantach« o ich relokacji. Dyskryminacja może być dokonywana przeciwko takim czynnościom jak płeć, przynależność polityczna, zawodowa, przynależność do mniejszości kulturowej, etnicznej czy religijnej.”

Zwracam szczególną uwagę na argument drugi, który wskazał marszałek Prokorym: „nie można dokonywać czynności dyskryminacji w stosunku do działań nielegalnych, a w stanowisku mówiliśmy o »nielegalnych migrantach« o ich relokacji”.

Sejmikowa opozycja (PiS i Konfederacja) przez miesiąc wskazywały, że anulowanie stanowiska było skandalem, że musimy mieć nowe stanowisko przeciwne paktowi migracyjnemu. Oba środowiska wzywały „mieszkańców” do przybycia na sesję sejmiku i wyrażenia swojego sprzeciwu. Wezwania okazały się skuteczne. Elektorat przybył na sesję.

Rządzący obawiali się elektoratu i zastosowali ćwiczony już (na przykład w Warszawie) sposób-sztuczkę. Wypełnili widownię sali obrad pracownikami urzędu marszałkowskiego. I pod pretekstem braku miejsc ochrona urzędu nie chciała wpuścić ludzi do sali obrad. Doszło do szarpaniny, stosowania przemocy fizycznej na korytarzach urzędu. Dokumentacja tych zdarzeń jest bogata – na przykład na profilu fejsbukowym radnego PiS Artura Kosickiego (poniżej).

Napięcie było duże, na szczęście ktoś we władzach poszedł po rozum do głowy i wpuszczono elektorat do sali obrad. Ludzie siedzieli nie tylko na widowni, ale też na podłodze, stali wszędzie, gdzie było to możliwe. Wydawało się, że ta „presja miała sens”, dopóki nie doszło do dyskusji nad przyjęciem nowego stanowiska.

Tu w swoim wystąpieniu radny PiS i lider tego ugrupowania w sejmiku, były marszałek Artur Kosicki podważył najważniejszy argument rządzących – obawę wstrzymania funduszy unijnych. Wskazał, że instytucje unijne nie miały zastrzeżeń do tamtego stanowiska i dofinansowań przyznanych wówczas. Mówił, że tu głównym zagrożeniem jest „własny” rząd koalicjantów. To ministerstwo zgłosiło zastrzeżenia. Apelował do radnych Koalicji Obywatelskiej, by przekonali swoich ludzi w rządzie. A stanowisko przyjąć trzeba, bo tego domagają się „nasi mieszkańcy”, czyli elektorat. – Ten zarząd województwa podlaskiego sprzedał się za przysłowiowe srebrniki kosztem naszego bezpieczeństwa. Nie ma na to naszej zgody – kończył swoje wystąpienie Artur Kosicki.

Chwilę później główny krytyk projektu przyjęcia nowego stanowiska – marszałek Łukasz Prokorym z Koalicji Obywatelskiej, udowodnił, jak w ciągu niespełna miesiąca można całkowicie zmienić zdanie. Jego główny argument – nie przyjmować stanowiska, bo jest dyskryminacyjne i nie dadzą nam już żadnych funduszy unijnych, stracimy 2 miliardy złotych. Kto nie chce stracić tych funduszy, musi głosować przeciw. Jeszcze w kwietniu – pamiętamy – mówił, że „nie można dokonywać czynności dyskryminacji w stosunku do działań nielegalnych, a w stanowisku mówiliśmy o »nielegalnych migrantach« o ich relokacji”.

Teraz dramatycznie rozdzierał szaty, a do tego jeszcze – co już doskonale znamy – za wszystko obwiniał rządy PiS-u i byłego marszałka województwa Artura Kosickiego. To Kosicki podpisał zgodę na tworzenie w regionie Centrów Integracji Cudzoziemców. Nie mówił przy tym, że to było w roku 2022, gdy przybyli do nas uchodźcy z Ukrainy i to dla niech były te centra. To Kosicki podopisywał do umów klauzulę antydyskryminacyjną, to przez niego teraz nie dostaniemy funduszy unijnych, jak przyjmiemy stanowisko. Poza tym nie ma zagrożenia, że przyjadą tu jacyś nielegalni migranci w ramach paktu migracyjnego, bo przecież Polska jest zwolniona z „mechanizmu solidarności” – na rok co prawda, ale przecież na następny rok też nam to zwolnienie Unia przedłuży – zapewniał marszałek, a elektorat huczał nieprzyjaźnie. Całe wystąpienie marszałka Łukasza Prokoryma był potężną manipulacją faktami, ocenami, historią zdarzeń. Aż dziwne, że szanujący się dotychczas radca prawny tak bardzo zlekceważył inteligencję mieszkańców obecnych na sesji sejmiku.

W tym kontekście wyjątkowo fałszywie zabrzmiała powtórzona przez marszałka Prokoryma kilka razy fraza: wszyscy na tej sali nie zgadzamy się na przyjęcie do nas nielegalnych migrantów. 

Kolejni mówcy, szczególnie z PiS, Konfederacji oraz dopuszczeni do głosu „mieszkańcy województwa” (wśród nich szef podlaskiej „Solidarności”) wskazywali, że przyjęcie stanowiska przez sejmik jest konieczne, żeby było wiadomo, że społeczność nasza nie godzi się na relokację nielegalnych migrantów do naszego województwa i jest przeciwna paktowi migracyjnemu.

Temperatura dyskusji rosła, coraz częściej słyszeliśmy buczenie i oznaki niezadowolenia widowni. Głosujmy jak najszybciej i przekonajmy się, kto chce tutaj sprowadzać nielegalnych migrantów – mówił Artur Kosicki.

Ostatni mówca w dyskusji pokazał, jaki plan od początku miała rządząca koalicja. Karol Pilecki, szef klubu radnych KO złożył „wniosek formalny”: zamknąć dyskusję i przegłosować odesłanie projektu stanowiska do jego autorów, żeby później w gronie liderów klubów „przedyskutować i uzgodnić treść tego pisma” i wrócić do tematu na następnej sesji. Ten wniosek oznaczał, że na tej sesji głosowania nad przyjęciem stanowiska nie będzie i nie wiadomo, kiedy na głosowanie przyjdzie czas. Taka proceduralna sztuczka – przyjęta oczywiście w głosowaniu przez sejmik, w którym większość ma obecna koalicja.

I zrobiło się śmiesznie, cały ten tłum widzów, mieszkańców, elektoratu tak szybko, jak się pojawił – zniknął z sali obrad. Po krótkiej przerwie w obradach frekwencja na widowni była już taka, jak na innych sesjach. Jeśli jednak rządzący myślą, że sprawa jest już zamknięta, to się grubo mylą. Sprawa wróci i trzeba będzie opowiedzieć się za jedną ze stron. Dziś można powiedzieć o całym tym zdarzeniu na sejmiku – „wiele hałasu o nic”. Z tym że wkrótce, gdy sprawa wróci, rządzący dziś mogą usłyszeć „ciszej nad tą trumną”. 

Zobacz również