Głównym animatorem petycji jest stowarzyszenie „Okolica”. Po konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu ustaliliśmy, że społecznicy apelują o ograniczenie rębni wzdłuż najbardziej uczęszczanych szlaków i miejsc wypoczynku w lasach Nadleśnictwa Dojlidy; o włączenie ich do lasów o zwiększonej funkcji społecznej, tak by w ciągu następnych 10 lat w nowym Planie Urządzania Lasu 2027-2036, gospodarka leśna była tam zmodyfikowana i dostosowana do oczekiwań i potrzeb społecznych.
Ludziom stowarzyszenia nie udało się jednak przekonać do tych propozycji większości członków Zespołu Lokalnej Współpracy przy Nadleśnictwie Dojlidy, czyli takiego organu społecznego doradztwa powołanego przy nadleśnictwie.
– Nie zgadzamy się na to, by o ważnych sprawach decydowała arytmetyka, a nie oczywiste potrzeby społeczeństwa – podkreślała podczas konferencji prasowej Małgorzata Grabowska-Snarska ze stowarzyszenia Okolica. W zespole są zarówno przedstawiciele leśnictwa, jak społecznicy, a także przedstawiciele firm branży leśnej. I „społecznicy” ze stowarzyszenia nie mają tu większości. Skoro tu przegrali, to teraz próbują wejść do gry innym wejściem – poprzez presję społeczną. Takie podejście zakłada oczywiście, że trudniej będzie teraz o dyskusję, raczej zostaje „zwycięstwo” lub „porażka”.
W takiej sytuacji milczące dotychczas Nadleśnictwo Dojlidy w swoim oświadczeniu podkreśla: „Nadleśnictwo Dojlidy przedstawia rzetelne i rzeczowe stanowisko, aby zapewnić opinii publicznej dostęp do merytorycznych faktów i zapobiec jednostronnemu przedstawianiu tematu”, który precyzują leśnicy jako „ograniczenie działań gospodarczych wzdłuż szlaków turystycznych i dróg w lasach wokół Białegostoku”.
Nadleśnictwo zaznacza, że Zespół Lokalnej Współpracy przy Nadleśnictwie Dojlidy, jako organ opiniodawczo-doradczy, „nie wypracował jednolitego zdania w tej kwestii”. Jednocześnie podkreśla, że „jako zarządca lasów, niezmiennie staramy się wsłuchiwać w głosy wszystkich członków ZLW oraz reprezentowanych przez nich środowisk”.
Tu następuje główna myśl przekazana przez leśników całej społeczności śledzącej przebieg sporu: „Nadleśnictwo Dojlidy nie wykonuje rębni zupełnych w bezpośrednim sąsiedztwie głównych dróg leśnych i kluczowych szlaków turystycznych. W takich miejscach regularnie projektuje się i realizuje strefy buforowe o szerokości od 20 metrów do wysokości drzewostanu, gdzie pozyskanie ogranicza się do absolutnego minimum związanego z zapewnieniem bezpieczeństwa publicznego”.
I uzasadnia: „Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym, skorygowaliśmy pierwotne plany urządzeniowe i zastosowaliśmy modyfikację prac leśnych m.in. w zakresie rębni zupełnych. Przypominamy też, że dbamy o krajobraz i bogactwo przyrodnicze, pozostawiamy kępy ekologiczne, stare drzewa, powierzchnie gdzie obserwujemy naturalne procesy”.
Nadleśnictwo zdecydowanie podkreśla, że „zgodnie z obowiązującymi przepisami status Lasów o Zwiększonej Funkcji Społecznej (LOZFS) nie wyklucza prowadzenia zrównoważonej gospodarki leśnej, a jedynie odpowiednio ją modyfikuje, aby zachować walory przyrodnicze i rekreacyjne”.
Nie wdając się specjalnie w szczegóły po lekturze stanowisk obu stron nie widać raczej ścieżek porozumienia. Stowarzyszenie chciałoby przeforsować swoją koncepcję ochrony, tylko nie ma wystarczającego poparcia w zespole doradczym. O porozumieniu z leśnikami nie może być mowy, nie wchodzi w grę. W grę wchodzi tylko przyjęcie punktu widzenia stowarzyszenia – zostawić lasy w ich obecnej postaci. I po to jest „petycja”, żeby do takiego przyjęcia zmusić Nadleśnictwo Dojlidy. Leśnicy zaś jako zarządzający lasami wskazują, że także w tzw. lasach społecznych można i trzeba prowadzić „zrównoważoną gospodarkę leśną”, a więc czasami także wycinać drzewa. Wskazują przy tym, że nie prowadzą na tych terenach „rębni zupełnej”, czyli całkowitej wycinki.
Stowarzyszenie protestuje przeciwko „rębni zupełnej”, a Nadleśnictwo odpowiada, że nie prowadzi „rębni zupełnej”. Nawet laik stwierdzi, że obie strony to samo mają na względzie.
W stanowisku Nadleśnictwa pojawia się jeszcze perspektywa prac nad nowym Planem Urządzenia Lasu (PUL) na lata 2027–2036. Jak podaje: „dokument ten, zgodnie z procedurą, zostanie w całości poddany szerokim konsultacjom społecznym, w których każdy obywatel i organizacja będą mogli złożyć swoje formalne uwagi. Wyniki prac urządzeniowych zostaną przedstawione Zespołowi Lokalnej Współpracy, jak tylko nadleśnictwo otrzyma je od wykonawcy PUL. Autorzy petycji byli o tym fakcie wielokrotnie informowani – zależy nam, aby strona społeczna wypowiadała się i zgłaszała wnioski w oparciu o aktualne, precyzyjne dane naukowe i mapowe, a nie na podstawie przypuszczeń”.
Odwołanie się do decyzji Zespołu Lokalnej Współpracy (w którym tzw. społecznicy nie mają większości) raczej nie wróży porozumienia, lecz zaognienie konfliktu. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że społecznicy nie ustępują przed argumentami leśników, o ile nie są one zgodne ze stanowiskiem społeczników.
„Dialog polega na kompromisie i partnerstwie. Chętnie rozmawiamy, ale opierajmy się na faktach, a nie na emocjach” – kończą swój komunikat leśnicy.


