Supraśl. Rekonstrukcja sowieckiego piekła

Data niosąca złowrogie wspomnienia. Rocznica pierwszej wywózki mieszkańców Kresów II Rzeczypospolitej na Sybir, na „nieludzką ziemię”. Duże uroczystości dziś nie tylko w Białymstoku przy Muzeum Pamięci Sybiru, ale także w Supraślu przed domem, z którego naprawdę wywieziono całą rodzinę. Tu wrażenie było mocniejsze niż po przeczytaniu czy wysłuchaniu opowieści Sybiraków. Sceny przemawiały mocniej niż złożenie kwiatów przed pomnikiem.

Supraśl - rekonstrukcja sowieckiej wywózki [fot. Bia24]

Supraśl - rekonstrukcja sowieckiej wywózki [fot. Bia24]

We wtorek 10 lutego wieczorem po mszy świętej w pobliskim kościele Świętej Trójcy, około godziny 19 przed drewnianym domem pamiętającym dokładnie tamte czasu. Wokół zgromadziło się kilkadziesiąt osób w różnym wieku. Wyróżniają się mężczyźni z karabinami, w strojach funkcjonariuszy sowieckiego NKWD. 

Chwilę później kilkadziesiąt osób patrzy na sceny zabierania z domu i wywożenia na Sybir polskiej rodziny z Kresów II Rzeczypospolitej. Sceny okrucieństwa, poniżania i barbarzyństwa funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki. Bezsilność i rozpacz ludzi siłą wyciągniętych z domów, z tylko podręcznym bagażem, który miał wystarczyć za wszystko, za całe dotychczasowe życie. 

Wśród obserwujących mężczyzna w średnim wieku. – Moja babcia Katarzyna Marecka nauczycielka, mój ojciec i jego siostry byli wywiezieni stąd właśnie na Sybir ze względu na mojego dziadka, Ferdynanda Mareckiego porucznika rezerwy. On po kampanii wrześniowej znalazł się w sowieckiej niewoli i później zginął w Kozielsku – opowiada Dariusz Marecki, potomek wywiezionych. – Wiem dokładnie, jak wyglądało wywiezienie, wielokrotnie o tym słyszałem. Dzisiaj udostępniam ten nasz dom, do przeprowadzenia tej rekonstrukcji – dodaje, patrząc jak enkawudziści wyprowadzają z domu tę rodzinę.

Dowódca oddziału enkawudzistów, w krótkim kożuszku, w mundurze tej formacji - jest wyjątkowo brutalny, wyzywa, szarpie, kopie i poniża wyprowadzaną z domu rodzinę. W enkawudzistę wciela się Andrzej Bieluczyk ze Stowarzyszenia Grupa Wschód. Opowiada, ile go kosztuje takie wcielenie się w rolę.

– Każde takie wystąpienie to jest przeżycie, bo wiem, kogo gram, co oni zrobili. Doświadczenie tych rekonstrukcji sprawia, że wiem, jak się zachowywać, jak pokazać to zło, zło w czystej postaci – mówi Andrzej Bieluczyk. – Kiedy to przedstawiam, myślę o mojej rodzinie, o tych którzy zaginęli w obławie augustowskiej, zostali zamordowani przez sowietów. 

W całej rekonstrukcji grają członkowie i sympatycy Grupy Wschód, wśród nich ludzie z Supraśla. Dom jest po rodzinie, którą naprawdę wywieziono, w rekonstrukcji grają osoby, których dziadkowie czy pradziadkowie też byli wywiezieni. Więc jest tu silna łączność z tą historią, którą pokazują. 

A Supraśl pamięta. Przypomina Adam Zabłocki, miłośnik i badacz historii miasta: – W lutym 1940 roku w pierwszym transporcie wywieziono z Supraśla gajowych z okolicznych leśnictw: Sacharewiczów, Wojciechowskich, Bakunowiczów. Później, w kwietniu tego roku wywieziono rodziny żołnierzy znajdujących się w niewoli sowieckiej, którzy później zostali zamordowani w Lesie Katyńskim. To rodzina Mareckich, Doroszkiewiczów. W czerwcu sowieci wywieźli głównie Żydów, którzy do Supraśla uciekli przed Niemcami i tu zostali. Najbardziej dramatyczna wywózka była w 1941 roku, kiedy wywieziono w zasadzie wszystkich pozostałych. To było 20 czerwca, dzień przed napaścią Niemiec na Związek Sowiecki. Zbierano ich w Domu Ludowym, stąd ciężarówkami wieziono do Białegostoku, a dalej już koleją z Dworca Poleskiego. W Mińsku akurat trafili na bombardowanie, ale na pociąg nie spadły bomby. Pojechał dalej, na Sybir – opowiada Adam Zabłocki. 

Uroczystości w rocznicę wywózek na Sybir organizuje Gmina Supraśl. – Mamy rekonstrukcję, żeby nasi mieszkańcy mogli sobie wyobrazić, jak to wyglądało wtedy – mówi Łukasz Lubicz-Łapiński, dyrektor Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu  

– Tak naprawdę rekonstrukcja to jest inicjatywa Stowarzyszenia Grupa Wschód, w tym radnego Supraśla Adama Wasiluka . Pomyślałem, że warto, żeby ludzie mogli poczuć te emocje, które towarzyszyły wywózkom, bo dziś i aura jest podobna do tej w 1940 roku. Odgrywana jest tu scena prawdziwa, opisana w pamiętniku pani Mareckiej – przypomina burmistrz Supraśla Radosław Dobrowolski.

Rekonstrukcja trwała kilkanaście minut, tyle, ile takie pożegnania z rodzinnym domem trwały naprawdę w tamtych okrutnych czasach.  

– Myślę, że taki pokaz lepiej dziś przemawia niż słowa czy teksty. Zostawia w nas prawdziwe przeżycie. A to jest znacznie trwalsze niż zapamiętane teksty – mówi ks. Aleksander Dobroński, który w rekonstrukcji grał księdza, powalonego na ziemię przez sowietów. 

Galeria

Zobacz również