Rozmowa. Nie Teatr wchodzi w szósty sezon. „Chcemy zachować równowagę między powrotami a nowymi propozycjami”

Szósty sezon Nie Teatru nabiera tempa. Na scenę wracają dobrze znane spektakle, pojawiają się nowe projekty muzyczne i teatralne, a przed nami jubileuszowa, piąta edycja Dni Czeskich. Rozmawiamy z przedstawicielami Nie Teatru – Sylwią Lubiniecką i Kamilem Uździło – o tym, dlaczego publiczność lubi powroty, jak wybierane są spektakle trafiające ponownie do repertuaru oraz co wydarzy się w najbliższych miesiącach przy Sienkiewicza.

[fot. archiwum Bia24]

[fot. archiwum Bia24]

Co przygotowaliście na szósty sezon i kiedy właściwie możemy powiedzieć, że się rozpoczął?

Nie Teatr: Właśnie uświadomiliśmy sobie, że to już szósty sezon. I trudno wskazać moment, w którym jeden się kończy, a drugi zaczyna. Nie robimy sobie długiej przerwy – latem gramy na tarasie, a w tym roku zagraliśmy również 3 spektakle w sierpniu w sali teatralnej.

Jesienna część repertuaru rozpoczęła się 11 września koncertem lokalnego zespołu W Dobrym Tonie premierowym materiałem „Tuwimagranie”. Pojawiła się również po raz kolejny „Separatka” z Joanną Szczepkowską i Dorota Landowską w rolach głównych.

Czyli właściwie nie ma u Was wyraźnej granicy między sezonami?

Nie Teatr: W tym roku chcieliśmy jeszcze pod koniec sierpnia zaproponować mieszkańcom Białegostoku ciekawe wydarzenia, żeby nie kończyć lata wyłącznie na plenerowym graniu. Dlatego sezon właściwie płynnie przechodzi w kolejny. Jedno wydarzenie kończy się, kolejne już się zaczyna i cały czas jesteśmy w rytmie pracy.

Przez sześć sezonów na scenie Nie Teatru pojawiło się wiele tytułów. Są jednak spektakle, do których wracacie. O tym, co trafia ponownie do repertuaru, decydują też widzowie?

Nie Teatr: Widzowie pytają nas o kolejne terminy, chcą zobaczyć przedstawienia, na które wcześniej nie udało im się dostać. Dlatego nie mamy zasady, że każdy tytuł gramy tylko raz.

Oczywiście niektóre spektakle są trudne do ponownego sprowadzenia, bo artyści mają napięte grafiki. Jeżeli jednak wiemy, że dane wydarzenie jest bliskie naszej publiczności, chcemy je powtarzać. Nie chcemy, żeby ktoś miał poczucie straty tylko dlatego, że w konkretnym terminie nie udało mu się kupić biletu.

Jednocześnie mamy bardzo dużo nowych projektów muzycznych i teatralnych, które chcemy umieścić w repertuarze.

Co bardziej Was cieszy – pełna sala czy pojedyncza opinia widza, który mówi, że spektakl był dla niego czymś wyjątkowym?

Nie Teatr: Nie ma tutaj takiego rozgraniczenia. Jedno i drugie jest dla nas bardzo ważne. Jest jednak taki powrót, który nie wynikał z pełnej sali, ale który uważaliśmy za słuszny. To „Jordan” w wykonaniu Zuzanny Bernat.

To trudniejszy gatunek – monodram, historia trudna, oparta na faktach, wymagająca zarówno wobec aktorki, jak i widza. Zależy nam jednak na tym, żeby publiczność miała możliwość zetknięcia się również z takim teatrem.

„Jordan” opowiada prawdziwą, tragiczną historię matki i kobiety uwikłanej w dramatyczne wydarzenia. Przez wiele lat ten monodram grała Dorota Landowska, która go również wyreżyserowała, a później przekazała rolę Zuzannie Bernat – młodej, niezwykle zdolnej artystce.

Był już grany na naszej scenie w 2023 roku. Postanowiliśmy do niego wrócić, bo uważamy, że to teatr i warsztat aktorski, który naprawdę warto zobaczyć.

Wracacie również do sprawdzonych cykli. Jednym z nich jest Musical Jam Live, którego pomysłodawczynią i gospodynią jest Karina Komendera.

Nie Teatr: Musical Jam Live ma już swoją publiczność. Karina za każdym razem zaprasza innych artystów związanych ze sceną musicalową, dlatego każda odsłona jest trochę inna – nawet jeśli pojawiają się nazwiska, które widzowie już znają. W najbliższej odsłonie wystąpią między innymi Malwina Kusior i Maciej Nerkowski, a przy fortepianie oczywiście Karina Komendera.

Powracają nie tylko całe projekty, ale również artyści – tyle że w nowych rolach. Tak będzie między innymi z Anną Mierzwą.

Nie Teatr: Tak. Anna Mierzwa zrobiła na naszej publiczności ogromne wrażenie w spektaklu „Kalina”, poświęconym Kalinie Jędrusik. Po przedstawieniu widzowie dzielili się z nami opinią, że było to dla nich jedno z największych odkryć roku.

Anna jest aktorką i wokalistką związaną między innymi z Teatrem Rampa. W „Kalinie” zrobiła na naszej publiczności ogromne wrażenie zarówno aktorsko, jak i muzyczne. 

Anna Mierzwa wraca teraz z historią inspirowaną Kate Bush. To propozycja przede wszystkim dla fanów jej muzyki czy raczej uniwersalna opowieść?

Nie Teatr: Myślę, że będzie ucztą dla fanów Kate Bush, ale jednocześnie jest to uniwersalny spektakl o marzeniach, dążeniu do celu i determinacji. To wydarzenie inspirujące dla kobiet, ale każdy może znaleźć w nim coś dla siebie.

W szóstym sezonie macie również mały jubileusz – piątą edycję Dni Czeskich w Nie Teatrze. To projekt, który od początku był dość nowatorskim pomysłem.

Nie Teatr: Pomysłodawcą Dni Czeskich był Marek Masalski, pomysłodawca Nie Teatru. Od początku było to dla nas pewnego rodzaju wyzwanie.

Czechów bardzo lubimy, znamy wiele ich kultowych zjawisk i wydarzeń popkulturowych. Kiedy jednak zaczęliśmy zagłębiać się we współczesną historię Czech, teatr czy muzykę, okazało się, że możemy odkryć naprawdę wielu świetnych artystów. I tak dotarliśmy do piątej, jubileuszowej edycji.

Skoro piąta edycja, to pięć dni?

Nie Teatr: Kamil rzucił taki pomysł i rzeczywiście będziemy świętować przez pięć dni – z muzyką, teatrem i filmem, ale również rozmowami, dyskusjami i nowymi partnerstwami.

Jednym z nich jest Uniwersytetem w Białymstoku, a konkretnie Wydziałem Stosunków Międzynarodowych. Dzięki temu tegoroczne Dni Czeskie będą miały jeszcze szerszy kontekst.

Czyli w tym roku mocniej wychodzicie poza samą kulturę?

Nie Teatr: Tak. W tym roku mocniej połączymy różne dziedziny, nie tylko sztuki dzięki dyskusjom nawiązującym do historii współpracy polsko-czeskiej.

Chcemy porozmawiać o tym, jak postrzegamy Czechów i Czechy oraz gdzie we współczesnej historii naszych krajów możemy znaleźć punkty styczne.

Kto pojawi się podczas tegorocznych Dni Czeskich?

Nie Teatr: Odwiedzą nas między innymi Aleksander Kwaśniewski i Aleksander Kaczorowski. Panowie będą rozmawiać o relacjach polsko-czeskich, ale również o mniej znanych aspektach polityki i o sympatii oraz szacunku, jakie łączyły Václava Havla i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Odwiedzi nas również ambasador Czech, który spotka się ze studentami i będzie uczestniczył w rozmowach o Václavie Havlu na Uniwersytecie w Białymstoku. reprezentantem muzycznym będzie w tym roku artysta młodego pokolenia Tomáš Artway, laureat wielu czeskich nagród muzycznych.

Nie zabraknie teatru. Przyjedzie teatr z Liberca, który pokaże „Audiencję” Václava Havla – jeden z jego najważniejszych dramatów.

Pomyśleliście również o najmłodszych?

Nie Teatr: Oczywiście. W programie znalazło się coś dla dzieci i całych rodzin. Będziemy prezentować animacje czeskich studentów ze szkoły filmowej Zlínie, zrealizowane różnymi technikami. Będzie również Sylwia Dec, która zaprosi do świata czeskich baśni. 

Co jest ważniejsze przy wyborze wydarzenia – nazwisko artysty, jego pomysł, Wasze przeczucie czy to, co Waszym zdaniem będzie chciała zobaczyć białostocka publiczność? Macie jakiś klucz doboru?

Nie Teatr: Myślę, że większość pochodzi z wewnętrznego przeczucia i doświadczenia. Bardzo często są to też wybory, które sami podjęłabyśmy jako widzowie, chcąc zobaczyć dane wydarzenie.

Mieliśmy szczęście zobaczyć w życiu wiele różnych projektów teatralnych i muzycznych. Kierujemy się też jakością i tym, co dany projekt ma do powiedzenia, o czym i w jaki sposób mówi.

Spotkania z wielkimi artystami powinny być częścią naszego repertuaru. Nie bez powodu ci artyści są w głównym nurcie – czy przez swój warsztat aktorski, niezwykły wokal, różnorodną twórczość czy zaangażowanie społeczne. 

Jeśli mamy możliwość zaproszenia takiej osoby – jest to w zasięgu naszego rachunku ekonomicznego, to wiemy, że znajdzie się grupa chętnych osób. Bo dotarcie na spektakle/koncerty w kraju wiążą się z ograniczeniem wynikającym z logistyki, czy kosztu dotarcia na takie wydarzenie.

Natomiast w przypadku mniej znanych, szczególnie muzycznych projektów, często kierujemy się przeczuciem, że jest to coś, co nasi widzowie chcieliby usłyszeć.

Czyli po kilku sezonach macie już na tyle dobrze rozpoznaną publiczność, że możecie czasem zrobić coś zupełnie pod prąd?

Nie Teatr: Czasem tak. Nie mam teraz dobrego przykładu, ale staramy się.

W cyklu Letniego grania na tarasie miał swój koncert artysta młodego pokolenia MOP. To był szalony, radosny wieczór z muzyką totalnie alternatywną, która zaraziła swoją energetycznością i świeżością naszych stałych widzów ze starszego pokolenia. To zaufanie, którym obdarzają nas stali widzowie przychodząc na nieznane sobie, bardziej niszowe projekty jest dla nas paliwem napędowym i jesteśmy za nie wdzięczni.

Czyli to pozytywne zaskoczenie?

Nie Teatr: Tak. Chcemy otwierać nowe drzwi, pokazywać współczesne interpretacje, współczesny język artystów i muzyków czy współczesny teatr.

Mieliśmy kiedyś możliwość pokazania spektaklu Artiego Grabowskiego „Raport Panika”. To był trudny spektakl, poruszający głębokie tematy, między innymi związane z homofobią.

To był bardzo mocny, performatywny spektakl, który dotykał widzów. Nie było ich wielu, ale ci, którzy przyszli, nie kryli satysfakcji i zadowolenia, że mogli zobaczyć coś, czego prawdopodobnie nie mieliby okazji zobaczyć w żadnym z repertuarowych teatrów.

Staramy się wrzucać takie kamyczki. Mamy nadzieję, że są to przyjemne odkrycia i że zostają z widzem na dłużej. Chcielibyśmy pozwolić sobie na więcej takich eksperymentów, choć później nie zawsze łatwo je uzasadnić ekonomicznie.

A jest artysta albo zespół, którego od dawna próbujecie zaprosić do Nie Teatru? Ktoś, na kogo wciąż czekacie?

Nie Teatr: Artur Andrus, na pewno. Prowadzimy długie rozmowy i cały czas mam nadzieję, że pojawi się na naszej scenie. Grzegorza Turnau, Igor Herbut – to również rozmowy, które trwają.

Byli też artyści, których przyjazd wydawał się kiedyś niemal niewyobrażalny. A jednak udało nam się zaprosić na naszą kameralną scenę grupę MoCarta, która wcześniej grała w ogromnych salach na całym świecie. Tak bardzo polubili naszą scenę i publiczność, że wracają do nas ponownie.

Czekamy też na powrót Andrzeja Seweryna. Ostatni przyjazd pokrzyżowały nam między innymi zobowiązania filmowe i wydanie książki, ale wciąż jesteśmy w rozmowach i szukamy dobrego terminu.

Po sześciu sezonach ważne jest nadal zaskakiwanie?

Nie Teatr: Chcemy dawać widzom zarówno to, po co do nas wracają, jak i zaskakiwać ich tym, o czym  jeszcze nie wiedzą, że chcą zobaczyć.

Zobacz również