– Łomża czekała 33 lata i doczekała się. Uruchamiamy bezpośrednie połączenia Ostrołęka, Białystok, Olsztyn, a za rok z Łomży bezpośrednio pojedziecie do Warszawy – mówił Donald Tusk w pociągu do Łomży. Swoją drogą w XXI wieku deklaracja, że „za rok z Łomży bezpośrednio pojedziecie do Warszawy” nie robi już żadnego wrażenia na słuchających. Można sądzić, że mieszkańcy Łomży mają swoje niezawodne sposoby na dotarcie „bezpośrednio” do Warszawy. Na kolejowe połączenie Łomża – Warszawa przez ponad 20 lat rządzący nie mogli znaleźć pieniędzy. Zajmowali się raczej likwidowaniem linii kolejowych i przekonywaniem wyborców, że podróżowanie koleją jest anachronizmem.
Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy odbudował pozycję PKP i znaczenie kolei, odnowił tabor, rozpoczął modernizację linii kolejowych. Wtedy padła obietnica przywrócenia pociągów pasażerskich na trasie do Łomży. Wtedy też rozpoczęto realizację modułu kolejowego Centralnego Portu Komunikacyjnego. W tym planie było zbudowanie szybkiej kolei do Łomży i dalej na północ kraju do 2034 roku. Obecny rząd zrezygnował z kolejowych szprych CPK, więc i Łomża na szybką kolej liczyć obecnie nie może.
Pociąg do Łomży na dworcu w Łomży [fot. M. Kozakiewicz PUW]
Pierwszy pociąg z Ostrołęki do Łomży miał wymiar historyczny. Bilet można było kupić za 1 zł, choć w ostatnich dniach biletów już nie było. Z dokumentacji zdjęciowej wynika, że wśród pasażerów byli prawie wszyscy najważniejsi politycy regionalnej Koalicji Obywatelskiej. Szef struktur regionalnych Krzysztof Truskolaski, pozostałych dwoje posłów KO, marszałek województwa, wojewoda podlaski, liderzy łomżyńskiej KO, radni sejmiku. To do ich wagonu wsiadł w Ostrołęce premier Donald Tusk. Nie widać było w pociągu innych „ojców sukcesu”, w szczególności byłego marszałka województwa Artura Kosickiego z PiS, ani radnych sejmikowych z tej partii. A przecież gdyby nie duże starania i determinacja byłego marszałka, zapewne dziś byśmy tego sukcesu nie świętowali.
Premier w krótkim wystąpieniu co prawda pamiętał, że historia sukcesu nie zaczęła dwa lata temu, że – jak mówił – PKP nie ma barw politycznych, ale jednak bardziej akcentował to, że PiS planował oddanie łomżyńskiej linii kolejowej w 2034 (a KO załatwiła to już w 2026), niż to, że linii do Łomży nie jest już odcinkiem szprychy CPK w kierunku Pisza i Giżycka.
– Nie przyjechałem do Łomży, żeby toczyć jakieś partyjne spory na temat kolei. Cieszę się, że wspólny wysiłek ludzi, którzy ciężko nad tym pracowali, doprowadził do tego, że Łomża i inne miasta i miejscowości w Polsce będą lepiej połączone – powiedział premier Donald Tusk.
Historycznym pociągiem do Łomży jechał też minister infrastruktury Dariusz Klimczak (a także minister rolnictwa Stefan Krajewski). To on podkreślał, że „dotychczas puste tory w Łomży były symbolem zapomnienia, a od teraz jest to po prostu droga do pracy, do szkoły, na studia. Z symbolu zapomnienia tory w Łomży stają się symbolem nowych możliwości, lepszych możliwości – podkreślał Klimczak.
Pasażerowie pierwszego pociągu do Łomży [fot. M. Kozakiewicz PUW]
W swoich wypowiedziach na temat historycznego powrotu kolei do Łomży o wkładzie poprzedniego rządu nie pamiętają za to lokalni liderzy politycznej koalicji rządzącej. Krzysztof Truskolaski na przykład – na Facebooku: „Rząd Premiera Donalda Tuska skutecznie walczy z wykluczeniem komunikacyjnym i przywraca połączenia do miast, które czekały na kolej przez dekady. Łomża jest dziś najlepszym dowodem, że po latach zastoju ruszyły konkretne inwestycje”.
Spółka PKP PLK w komunikacie podała, że przywrócenie ruchu pasażerskiego do Łomży to jedno z najważniejszych wydarzeń na kolejowej mapie Polski ostatnich lat. Spółka wskazała, że uruchomienie połączeń wymagało odbudowy 17 km linii kolejowej na odcinku Śniadowo – Łomża oraz odtworzenia infrastruktury pasażerskiej na stacji w Łomży. „W ramach prac wykonano nowe tory, rozjazdy, obiekty inżynieryjne, urządzenia sterowania ruchem kolejowym oraz perony umożliwiające obsługę ruchu pasażerskiego” – podała PKP PLK.


