Dla wielu to jedyna szansa. USK w Białymstoku wykonał pierwszy taki zabieg

To ważna wiadomość dla pacjentów z regionu. Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku rozszerza możliwości leczenia guzów wątroby o nowoczesną, małoinwazyjną metodę.

[fot. Bia24]

[fot. Bia24]

W czwartek (16.04) radiolodzy interwencyjni z Zakładu Radiologii USK po raz pierwszy przeprowadzili zabieg chemoembolizacji wątroby TACE, dołączając tym samym do grona polskich ośrodków wykonujących tę prodecurę , dającą szansę na życie pacjentom onkologicznym.

Na czym to polega w praktyce?

Lekarz – radiolog interwencyjny – wprowadza cienki cewnik do tętnicy (najczęściej przez pachwinę), a następnie kieruje go bezpośrednio do naczyń odżywiających guz w wątrobie. W to miejsce podaje się jednocześnie:

- lek chemioterapeutyczny (działający miejscowo na guz),
- materiał zamykający naczynie (tzw. embolizacyjny).

Dzięki temu guz jest atakowany podwójnie: wysokim stężeniem leku i jednocześnie odcinany od dopływu krwi.

W województwie podlaskim taki zabieg wykonano po raz pierwszy.

To jest podwójny cios w guz: zamykamy naczynie doprowadzające krew do guza, a jednocześnie podajemy selektywnie do niego chemioterapię – tłumaczył podczas dzisiejszej konferencji prasowej dr Aleksander Tarasik, zastępca lekarza kierującego I Kliniką Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej. – Ten zabieg na pewno spowoduje zahamowanie wzrostu zmiany nowotworowej, ale czasami może także doprowadzić do jej zmniejszenia. Wówczas możemy wkroczyć jako chirurdzy i nawet radykalnie wyleczyć pacjenta, usuwając zmianę.

Jak podkreślił, jest to leczenie zarezerwowane przede wszystkim dla pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym. Takich pacjentów jest coraz więcej i niestety nadal 80% zgłasza się do lekarza zbyt późno, kiedy zmiana jest już bardzo zaawansowana. – Do tej pory na Podlasiu nie mieliśmy narzędzia do leczenia tych pacjentów. Musieliśmy wysyłać ich do innych ośrodków, co wcale nie było łatwe, bo w Polsce takich ośrodków wykonujących tego typu zabiegi jest niewiele.

Dr Tarasik tłumaczył, że tę mało inwazyjną technikę można stosować także u pacjentów np. z przerzutami w raku jelita grubego. Co ważne, zabieg można powtarzać.

Nie każdy pacjent kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia. Zwykle bierze się pod uwagę wielkość i liczbę zmian w wątrobie, stan narządu (np. obecność marskości) oraz ogólny stan zdrowia pacjenta. Po zabiegu pacjenci zwykle pozostają w szpitalu od 1 do 3 dni. Możliwe są przejściowe objawy, takie jak ból, gorączka czy osłabienie (tzw. zespół poembolizacyjny).

Oboje pacjenci po zabiegu czują się dobrze. Dziś 68-latek opuści szpital, a pacjentka – ze względu na rozmiary guza i cięższe przejście zabiegu – pozostanie jeszcze jeden dzień na obserwacji.

Zobacz również