BIA24 - Monarcha w Białymstoku. Zagadka motyla z Ameryki
Wiadomości

Monarcha w Białymstoku. Zagadka motyla z Ameryki

2018-08-01 09:56:59
Bia24.pl Monarcha w Białymstoku. Zagadka motyla z Ameryki
fot. Emilia Brzosko

Niezwykłego odkrycia dokonał jeden z profesorów Uniwersytetu w Białymstoku. Na kępie sadźców konopiastych rosnących przed jednym z bloków przy ul. Wiejskiej w Białymstoku siedział monarcha - jeden z najbardziej znanych motyli świata, słynący z transkontynentalnych wędrówek w Ameryce Północnej.

Niezwykłego motyla, na co dzień nie występującego w Polsce, odkrył pracownik Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku dr hab. Marcin Sielezniew, prof. UwB.


Monarcha (czasem spotykana jest forma monarch), a po łacinie Danaus plexippus, to motyl z rodziny rusałkowatych. Każdej jesieni miliony tych owadów opuszczają północne rejony USA i Kanadę, po czym pokonują ponad 4 tys. km, by spędzić zimę w ciepłych górach Meksyku lub w Kalifornii. Pojawia się jednak pytanie, w jaki sposób monarcha znalazł się w Polsce?


-Wiadomo, że czasem pojedyncze osobniki spotykane są na Wyspach Brytyjskich, zagnane tam wiatrami przez Atlantyk. Ponadto monarcha zawleczony został do południowej Hiszpanii, gdzie występują jego osiadłe populacje, podobnie jak na Wyspach Kanaryjskich - mówi dr hab. Marcin Sielezniew. - Białystok znajduje się jednak na przeciwległym krańcu Unii Europejskiej i niestety jest mało prawdopodobne, abyśmy mieli do czynienia z jakąś nietypową migracją. Trudno sobie wyobrazić, by tak duży i charakterystyczny motyl został zaobserwowany dopiero na Podlasiu, a nie gdzieś w Polsce lub po drodze do niej. Motyl nie nosił zresztą żadnych śladów zużycia skrzydeł - zauważa.


Zdaniem biologa z białostockiego uniwersytetu najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, że monarcha pochodzi z hodowli, z której uciekł, bądź został celowo wypuszczony. Teorię tę zdają się potwierdzać obserwacje prof. Emilii Brzosko, także z Instytutu Biologii UwB. Następnego dnia ona również sfotografowała w przydomowym ogródku wyglądającego bardzo świeżo osobnika, a kilka dni później ten sam lub inny okaz znów pojawił się przed jej domem.


Obie obserwacje zostały dokonane w miejscach oddalonych od siebie zaledwie o kilkaset metrów. Nie był to ten sam monarcha, bo dr Marcin Sielezniew wypatrzonego przez siebie osobnika schwytał w specjalną siatkę na motyle i zabrał do domu. Tam sfotografował go na nawłoci - w Polsce ten gatunek jest inwazyjny, ale w ojczyźnie monarchów należy do ich roślin nektarodajnych.