W ukraińskich Czerkasach miały salon kwiatowy o powierzchni kilkuset metrów. Nie bały się wyzwań. Na męskie urodziny - były w stanie przygotować bukiet z kiełbas i alkoholu. Na Dzień Kobiet - dużo wcześniej - zamówiły tysiące kwiatów. Ale... wybuchła wojna.
- Nie chciałyśmy, by kwiaty się zmarnowały. Napisałyśmy post w mediach społecznościowych, żeby przychodzić, brać je od nas i w zamian zostawiać symboliczną sumę. Wszystkie zebrane pieniądze przekazałyśmy żołnierzom, którzy bronią naszej Ojczyzny - mówi Alona Vovkogon.
Jej mąż został, walczy. Ona z córkami (jedna z nich jest w ciąży) trafiła do Białegostoku. - W Ukrainie zostali nasi mężowie, którzy bronią naszą Ukrainę… Bardzo bym chciała, żeby rodziny się nie rozłączały, żeby pokój zapanował na ziemi - nic więcej już nie dodaje, zaczyna płakać.
Poniżej (w galerii) zobaczcie bukiety wyczarowywane z kwiatów przez Alonę i jej córkę Jarosławę. Chcą spróbować poukładać sobie życie w nowym miejscu, w Białymstoku. By choć trochę zapomnieć o wojnie i strachu o bliskich. Są gotowe pracować nawet jako wolontariuszki, byleby tylko pracować z kwiatami.
Wiesz, jak im pomóc? Napisz: m.ciszewska@bia24.pl

![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50644/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50645/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50654/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50647/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50648/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50649/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50650/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50651/720x.jpg)
![[fot.arch.prywatne]](/assets/lib/resized/50652/720x.jpg)
