Długa jest historia budowy hali widowiskowo-sportowej w Białymstoku. Na pewno od początku rządów Tadeusza Truskolaskiego w 2006 roku ten obiekt był jednym z fundamentów wizji rozwoju miasta, jaką prezentował w każdych wyborach. Projekt nie miał szczęścia do realizacji. Przez lata blokowało go trudne sąsiedztwo. I osiem lat pisowskich rządów.
Nadzieja wróciła po zmianie władzy – w roku 2023. Właściciel działki sąsiadującej z terenem, na którym ma powstać hala, przez lata robił problemy, nie zgadzał się na sąsiedztwo. Właścicielem działki jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Po zmianie władzy IMGW już nie blokował inwestycji. Tadeusz Truskolaski załatwił to z nowym szefem tej instytucji. Tak to wówczas opisywał: „Od lat IMGW podejmowało działania uniemożliwiające nam budowę hali widowiskowo-sportowej. Przez te działania wojewoda podlaski uchylił pozwolenie na budowę. Minęło prawie 7 lat, zmieniła się władza i w ciągu tygodnia dotychczasowe przeszkody przestały obowiązywać”. Znaczy załatwione.
Zostało jeszcze zdobyć pieniądze na budowę tej historycznej inwestycji. Wszystko sprzyjało, a władza przede wszystkim. Tadeusz Truskolaski napisał w czerwcu 2025 roku: „O możliwości finansowania inwestycji sportowych rozmawiałem z nowym ministrem sportu. Cieszę się, że już w trzecim tygodniu jego urzędowania w Ministerstwo Sportu i Turystyki miałem okazję przedstawić plany Miasto Białystok w tym zakresie, w tym dotyczące budowy hali sportowo-widowiskowej”. Tak, jak to kiedyś bywało: nic tak nie poprawi sytuacji, jak osobista wizyta i rozmowa z ministrem. Komunikat Truskolaskiego znaczył mniej więcej tyle: byłem, załatwiłem.
Okazało się, że jednak nie załatwił. Ministerstwo odrzuciło projekt dofinansowania budowy hali złożony przez urząd miejski kwotą 172 mln zł. Powodów nie podaje, choć można przypuszczać, że wśród nich jest fakt, że to samo ministerstwo sportu w roku 2023 (czyli jeszcze przed zmianą władzy) przyznało dotację ponad 100 mln zł Politechnice Białostockiej właśnie na rozbudowę hali sportowej (to był jeszcze PiS-owski pomysł na alternatywę dla zablokowanej budowy hali przez samorząd miasta).
Zanim prezydent „załatwi” dotację, radni PiS Henryk Dębowski i Jacek Chańko stawiają władzom miasta trudne pytanie: Kto sfinansuje budowę, czy wobec braku dofinansowania to mieszkańcy Białegostoku mają ponieść całe koszty sfinansowania tego pomnika ponad 20 lat rządów prezydenta Truskolaskiego? I dlaczego prezydent nie informuje wyborców braku dofinansowania?
– Prezydent Białegostoku nie poinformował opinii publicznej, że Miasto nie otrzymało wsparcia, mimo że mówimy o jednej z największych i najdroższych inwestycji w historii Białegostoku. W naszej ocenie jest to niedopuszczalne. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego wniosek przepadł i dlaczego tak istotna informacja nie została wcześniej publicznie wyjaśniona? – mówi radny Henryk Dębowski, uzasadniając złożenie wspólnie z radnym Jackiem Chańko interpelacji w tej sprawie.
Dębowski przypomina, że na ostatniej sesji rada miasta zgodziła się dołożyć ponad 60 milionów złotych, aby sprostać najniższej złożonej w przetargu oferty (Unibep) na budowę hali. Przypomina też, że radni zrobili to, mając świadomość odrzucenia przez ministerstwo sportu wniosku o 172 mln zł dotacji.
– Przy koszcie hali sięgającym około 500 mln zł nie można całego ciężaru inwestycji przerzucać na budżet miasta i mieszkańców. Uważamy, że w finansowanie powinien zaangażować się Samorząd Województwa Podlaskiego, ponieważ hala będzie obiektem o znaczeniu nie tylko miejskim, ale również regionalnym – mówi radny Henryk Dębowski. – Nie można opierać się wyłącznie na kredytach, bo w kolejce czekają kolejne inwestycje takie jak lotnisko czy aquapark – dodaje radny.
Radni w swojej interpelacji zwracają też uwagę, że sfinansowanie budowy hali może poważnie zachwiać budżetem miasta. Przypominają, że na koniec 2025 roku zadłużenie miasta sięgało 998 mln zł, na bieżący rok projekt budżetu zakłada już dług w kwocie powyżej 1,1 mld złotych, a do 2028 roku zadłużenie ma wzrosnąć do prawie półtora miliarda złotych, czyli będzie wyższe o prawie 46 procent w porównaniu do końca roku 2025.
Władze Białegostoku nie rezygnują i zapowiadają ponowne złożenie wniosku do Ministerstwa przy kolejnych naborach. Z racji tego, że koszt inwestycji po przetargu wzrósł do blisko 500 mln zł, miasto planuje ubiegać się o wyższą kwotę wsparcia (co najmniej 200 mln zł).


