Komu się należy czerwona kartka za marsz proaborcyjny

Policja policzyła – 250 osób brało udział w manifestacji i marszu pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”, jakie miały miejsce dziś wieczorem w Białymstoku. Było kilka przemówień na wiecu, w których padła podobna liczba słów wulgarnych, zaczynających się na różne litery polskiego alfabetu. Przypomniały się czasy czarnych marszów, choć skala i emocje dziś już spadły na najniższy poziom.

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

„To co... idziecie ze mną?” – pytała prowadząca zgromadzenie. „Taak” – odpowiedział tłumek. „No to zapierdalamy” – krzyknęła kobieta. I było tak, jak pani zapowiedziała. Policja naliczyła 250 „zapierdających”, zapewne tylu było ich na finiszu marszu, bo spod ratusza ruszał tłumek znacznie mniejszy.

Cała demonstracja na Rynku Kościuszki przed fontanną była zdecydowanie w skali mikro, jeśli za punkt odniesienia przyjąć czarne marsze z 2020 roku (po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji), choć o tamtych wydarzeniach przypominały teraz czerwone błyskawice i osiem gwiazdek na transparentach.

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

O co walczą dziś? Mówiła dziennikarzom Julia Wysocka (tak się przedstawiła) prowadząca całą demonstrację: Chodzi o wprowadzenie do polskich przepisów prawa kobiet do bezwarunkowej aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży. O to, by kobieta mogła zrobić aborcję w godnych warunkach, w szpitalu. Przy czym w rozmowie z dziennikarzami pani Julia ani razu nie powiedziała słowa wulgarnego. Zupełnie inaczej niż czasie publicznego wystąpienia przed zgromadzonym tłumem młodych w większości ludzi (z wyglądu nawet bardzo młodych). Tutaj w co drugim zdaniu coś padało niecenzuralnego ("zapierdalanie" było najłagodniejsze). To oczywiste nawiązanie do rynsztokowego języka tamtych protestów. O ile wtedy było to nowe doświadczenie, to dziś już trochę trąci myszą.

Julia Wysocka i dziennikarze [fot. Bia24]

Julia Wysocka i dziennikarze [fot. Bia24]

Tyle o samej manifestacji, marszu i uczestnikach. Zdaje się, że obok tej demonstracji proaborcyjnej w miejscu  – przed ratuszem – było znacznie więcej ciekawych zjawisk. Na przykład grupka  młodych mężczyzn (może 10) w pobliżu zgromadzenia proaborcyjnego, trzymających transparent z napisem „Czerwona kartka dla morderców bezbronnych” oraz znakiem graficznym Młodzieży Wszechpolskiej. Z nagłośnieniem wyraźnie mocniejszym niż zwolennicy aborcji – zagłuszali przemówienia proaborcjonistów, krzycząc „Aborterzy to mordercy”. Ciekawe, że policja nie wyciszyła tej kontrmanifestacji, a sami jej uczestnicy tłumaczyli, że przechodzili obok i widząc coś, z czym się nie zgadzają, postanowili spontanicznie zareagować. Policja miała prawo być zaskoczona takim spontanicznym wystąpieniem.

Spontaniczne zgromadzenie na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Spontaniczne zgromadzenie na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Tak się złożyło, że akurat dziś w Białymstoku było jeszcze jedno wydarzenie, które już nie powinno zaskoczyć policjantów. Mecz Ligi Europy Jagiellonia – Anderlecht Bruksela. Miasto wypełnia się w takich dniach kibicami białostockiego klubu. Dziś jeszcze zapowiedział swoją obecność na trybunach sam prezydent RP Karol Nawrocki. Kibice o tym wiedzieli. Czy dlatego przyszli na Rynek Kościuszki przed hotel, w którym podobno miał się zatrzymać prezydent. Czy, jak mówią niektórzy, obok ratusza zgromadził się tłum kibiców Anderlechtu... W każdym razie w jednym miejscu, niemal tuż obok siebie znalazły się dwie grupy, które raczej się nie przyjaźnią.

Po prawej stronie maszerujący kibice [fot. Bia24]

Po prawej stronie maszerujący kibice [fot. Bia24]

Trudno wytłumaczyć, dlaczego policja (która ma pilnować porządku, a także zapobiegać powstawaniu sytuacji konfrontacyjnej) dopuściła do tych dwóch manifestacji w tym samym miejscu i czasie. Więcej – duża grupa kibiców po zakończeniu swojej demonstracji w zwartej gromadzie przeszła spod ratusza w kierunku fontanny i dalej ku katedrze. Kibice głośno krzyczeli (ale nie używali słów wulgarnych), wzosili ręce z zaciśniętymi pięściami. Przeszli dosłownie kilka metrów od manifestujących proaborcjonistów. Jednych od drugich oddzielał tylko szpaler policjantów. Znawcy standardów zabezpieczenia imprez być może uznają to za wystarczające, ale raczej nie wyglądało to na pewne i bezpieczne. Czy gdyby ktoś z jednej czy drugiej strony rzucił coś do innych... kamień, raca czy jeszcze coś innego mogło zadziałać jak iskra, która wywołuje wybuch.

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Manifestacja proaborcyjna na Rynku Kościuszki [fot. Bia24]

Szczególnie w świetle ostatnich zdarzeń wokół budynku Trybunału Konstytucyjnego czy wcześniej Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, gdzie praca policjantów wywołała wiele emocji i pytań, zdarzenie z Białegostoku mogło nie być tylko lekkomyślnością, nieuwagą. Pamiętajmy, że kibice mogli być w tym miejscu z powodu obecności prezydenta RP Karola Nawrockiego. Czy trzeba jeszcze bardziej kojarzyć: prezydent – kibice – awantura – interwencja policji?

Chyba się nam wszystkim należą wyjaśnienia, jaki był cel puszczenia grupy kibiców tuż obok manifestacji proaborcyjnej, czy nie byłoby bezpieczniej skierować kibiców w stronę Placu NZS, żeby uniknąć tej konfrontacji? 

Galeria

Zobacz również