Kartoflomat przy pomniku

Na drodze Krynki – Kruszyniany, przy pomniku obrońców wschodnich granic, mały wózek ręczny przerobiony na punkt sprzedaży kartofli. Wystarczy, żeby podbić internety. 17-letni młodzieniec, mieszkaniec pobliskiej wsi wystawia na sprzedaż ziemniaki z rodzinnej uprawy. Popakowane po kilka kilogramów w woreczkach czekają na przejezdnych. Bez kontroli, monitoringu. Chcesz, bierzesz i – jeśli jesteś uczciwy – płacisz. Gotówką do skrzyneczki na listy albo blikiem na wypisany numer. Tak zadziałał rolniczy handel detaliczny.

Kartoflomat [fot. czytelnik Bia24]

Kartoflomat [fot. czytelnik Bia24]

17-letni Franciszek Perkowski z pobliskich Łapicz jest autorem tego pomysłu. Jego ojciec jako rolnik legitymizuje całość swoim dorosłym autorytetem. Rolnik może legalnie sprzedawać wyprodukowane w swoim gospodarstwie płody rolne, więc sprzedaje. To się nazywa rolniczy handel detaliczny. Było tak zresztą zawsze (bardziej lub mniej legalnie). Rolnicy przyjeżdżali do miast – na bazar, na osiedle, pod blok czy w inne widoczne miejsce. Przyjeżdżali furą załadowaną workami z ziemniakami albo chodzili po domach z koszami jaj, serów, pieczywa. Dziś trochę się zmieniły okoliczności – zamiast fury samochód, zamiast kartki z ogłoszeniem, post na facebooku czy sms. A zamiast rolnika - kartoflomat, mlekomat itp.

To, co wyróżnia kartoflomat pod Kruszynianami, to wiara w uczciowość nabywców. Można wziąć woreczek kartofli, zostawić zapłatę na miejscu czy przesłać na blik-konto, ale można też po prostu wziąć woreczek i odjechać bez zapłaty. Budujące jest że – jak mówi młody rolnik-handlowiec odsetek nieuczciwych „nie przekracza jednego procenta” wszystkich korzystających.

I jeszcze pomysł: prosty, a skuteczny. Droga uczęszczana przez turystów, ciekawych tatarskich atrakcji w pobliskich Kruszynianach. Ręczny wózek na kółkach, zabudowany z daszkiem, wewnątrz siano i worki ziemniaków po 5, 10 kilogramów (akurat tyle, ile miastowi teraz potrzebują). Wewnątrz „budki” informacje napisane na deskach ręcznie – cena za kilogram, numer telefonu do blikowania, skrzyneczka na listy z kłódką. I nazwa „kartoflomat” dumnie witająca podróżnych. Wszystko zachęca do zatrzymania, nawet jeśli nie chcesz kupić.

I coś, czego nie da się kupić, a dało się sprzedać. Miejsce. „Obok kartoflomatu” – dziś powiedzą podróżni – stoi pomnik. Prosty kamienny obelisk, postawiony w latach PRL-u. Poświęcony pierwotnie już nie pamiętamy komu (faktycznie sowieckiemu generałowi, który zginął niedaleko podczas II wojny światowej). W ramach dekomunizacji tablicę zdjęto, a sam pomnik pozostał „bezimienny”. W 2024 roku grupa patriotów, miłośników historii ze stowarzyszenia Grupa Wschód uporządkowała teren, oczyściła obelisk. Pojawiła się na kamiennym obelisku nowa tablica z napisem (oficjalnie nie wiadomo, kto ją tam umieścił, mówiło się, że to przebywający w okolicy grzybiarze): „OBROŃCOM WSCHODNICH GRANIC DZIĘKUJEMY I PAMIĘTAMY CZERWIEC 2024”. Może trudno w to uwierzyć, ale do dziś to jedyny w Polsce pomnik poświęcony funkcjonariuszom i żołnierzom broniącym naszej wschodniej granicy przed hybrydowym atakiem ze strony białoruskiego reżimu Łukaszenki.

Dziś zatrzymują się przy pomniku zaciekawieni kartoflomatem turyści, a przy okazji przez chwilę patrzą na pomnik i być może uświadamiają sobie, w jakim miejscu Polski się znajdują. Kolejność może niewłaściwa, ale efekt jak najbardziej. 

Galeria

Zobacz również