Od kwietnia miejscy urzędnicy milczą w sprawie lipy. Analizują, czy należy jej się ścisła ochrona, czy jest cenniejsza niż deweloperskie plany firmy RDM. A miejsca na inwestycję niewiele deweloper zamierza zbudować „kamienicę” na powierzchni 1300 metrów kwadratowych. To ostatni taki skrawek miejsc w tym rejonie – między ulicami Sosnowskiego, Grunwaldzką, Wyszyńskiego. Obok inni deweloperzy już zamienili dawną drewnianą zabudowę na nową betonowo-szklaną. W pobliżu ostały się jeszcze dwa zamieszkałe stare, drewniane domy oraz jeden murowany, opuszczony.
W jednym z tych drewnianych mieszka Krzysztof Zdzitowiecki, lider grupy mieszkańców walczących o uratowanie lipy, o uratowanie swojego domu. Domu okazałego i cennego dziś bo unikalnego już w Białymstoku – drewnianej kamienicy, jakich w mieście niedawno jeszcze były dziesiątki. Dziś w dziesiątkach liczy się nowe bloki, drewniane kamienice płoną albo po prostu znikają. A Zdzitowiecki nie chce stracić domu, rodzinnej własności od pokoleń.
Sąsiedztwo deweloperskiej działki już dało się we znaki. Po wybudowaniu kilku wielkich bloków (z podziemnymi garażami) w okolicy dom Zdzitowieckich zaczął nagle osiadać, zmieniły się stosunki wodne, nie bez wpływu były mocne uderzenia podczas budowy bloków.
Obrońcy przy swojej lipie [fot. Bia24]
Ponadstuletnia lipa rośnie na gruncie miejskim, tuż przy granicy działki dewelopera. Wysoka, zdrowa, rozłożysta zdobi to miejsce. Mieszkańcy okolic Grunwaldzkiej zrozumieli, że ich lipa może zniknąć, gdy zaczną się wykopy pod podziemny garaż. W kwietniu tego roku napisali do urzędu miejskiego wniosek o uznanie lipy za pomnik przyrody. Liczyli na to, że dzięki temu drzewo uzyska pomnikową ochronę, a dewelopera zmusi do zmiany planów. Pomnikową ochronę przyznaje rada miasta, wniosek składa do rady na przykład prezydent. Tylko że ich wniosek utknął gdzieś wśród innych i nie mają sygnałów od urzędników. Wysłaliśmy do urzędu pytania o los tego wniosku, musimy czekać.
– Zależy nam na otoczeniu miejsca, w którym mieszkamy, bo rozwój to nie jest budowa, rozwój to jest polepszanie warunków życia ludzi – podsumowuje Zdzitowiecki. – Nie zostawimy tej sprawy tak sobie, będziemy się upominać do decyzje. Teraz szczególnie- dodaje.
Teraz, czyli po odkryciu, że w tej lipie żyje cenny i unikalny chrząszcz – pachnica próchniczka. Gatunek jest objęty międzynarodową ochroną prawną. O znalezieniu pachniczki poinformował mieszkańców biolog prof. Jerzy Gutowski z Instytutu Badania Leśnictwa. Jak mówi nam Andrzej Lasoń, entomolog współpracujący z prof. Gutowskim przy tym badaniu, chrząszcza znaleźli w pułapce feromonowej zawieszonej na naszej lipie.
– To jedyny przypadek w Białymstoku występowania pachnicy próchniczki, dlatego tak ważny. To gatunek unikalny, objęty międzynarodową ochroną, w Polsce ochroną ścisłą. To odkrycie powinno przesądzić o pozostawieniu tego drzewa bez ingerencji – mówi Andrzej Lasoń.
Tabliczka na pomnikowej lipie [fot. Bia24]
W połowie sierpnia obrońcy lipy zawiadomili o odkryciu urząd miejski. Sądzą, że pachniczka uratuje lipę. – To jest przełom, który w naszej ocenie powinien przesądzić o ochronie tego drzewa i objęciu do ochroną pomnikową – mówi nam Krzysztof Zdzitowiecki.
Mijają dni, a urząd milczy. Nasze pytania o lipę, pachniczkę i pomnik przyrody na razie zostają bez odpowiedzi. Wkrótce więc wrócimy do tematu.


