Spotkanie na samym początku toczyło się pod dyktando Lechii. Gospodarze już w pierwszych minutach stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji, ale nie zdołali trafić do siatki. Po tym początkowym okresie białostocki zespół zaczął się odgryzać.
Nie przekładało się to jednak na bardzo konkretne sytuacje pod bramką rywala. Raz w dobrej sytuacji niecelnie uderzył Afimico Pululu i kilka razy było niebezpiecznie po dośrodkowaniach w pole karne, ale konkretnego zagrożenia brakowało.
Bardzo konkretnie zaatakowała Lechia w 43. minucie, gdy w pole karne siłą rozpędu wdarł się Rifet Kapić. Kapitan Lechii minął obrońców z Białegostoku, a po chwili spokojnie wykończył akcję i trafił do siatki. Dzięki temu na przerwę gdańszczanie schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.
- Rozpocznę od gratulacji dla przeciwnika, dla trenera, dla Lechii za zasłużone zwycięstwo i podziękowań dla naszych kibiców dzisiaj za obecność, za wsparcie. No niestety mało nam się udawało. Trzeba przyznać, że dzisiaj po prostu wygrał zespół lepszy i nie ma co też zakłamywać rzeczywistości, bo takie są fakty - powiedział po meczu z Lechią Gdańsk trener Adrian Siemieniec.
Po zmianie stron Jagiellonia ruszyła do ataku. Celem oczywiście było możliwie jak najszybsze wyrównanie, a potem walka o kolejne gole. Było coraz więcej ataków, bardzo groźnie zrobiło się, gdy nożycami uderzał Matias Nahuel. Po jego strzale piłkę odbił bramkarz Lechii, który w dodatku po chwili wybił piłkę sprzed nóg szukającego dobitki Sameda Bazdara.
Gospodarze dobrze się bronili i szukali kontrataków i w 81. minucie po jednym z nich sam na sam ze Sławomirem Abramowiczem wyszedł Aleksandar Cirković. Skrzydłowy bardzo spokojnie podwyższył wynik na 2:0.
Potem kilka razy zagotowało się pod bramką Lechii, ale go gospodarze ostatecznie zadali kolejny cios. Już w doliczonym czasie gry Tomas Bobcek dograł Cirkoviciowi do pustej bramki, a ten ustrzelił dublet i jednocześnie ustalił wynik na 3:0.
- Lechia wygrała zasłużenie. Strzelili trzy gole, my mamy zero z przodu. Też za łatwo tracimy bramki. Ta pierwsza, druga, trzecia – zwykłe wybicia, a oni z tego strzelają gole, wychodzą sam na sam i trafiają. Nie możemy w taki sposób grać. Nie weszliśmy też na swój najwyższy poziom, taki jak z Fiorentiną czy z Legią w pierwszej połowie. Daliśmy za mało i Lechia zasłużenie wygrała - powiedział po meczu w Gdańsku Bartłomiej Wdowik.

