Prezenterem muzycznym być. Rozmowa z Michałem Podgórskim

Michał Podgórski, człowiek orkiestra: prezenter muzyczny, DJ radiowy, białostoczanin z krwi i kości. Marzył o karierze gwiazdy rocka, co przyznaje nieco z przymrużeniem oka. Lubi śpiewać i co najważniejsze, wychodzi mu to całkiem nieźle. Po latach występowania w zespole muzycznym „RAYA”, postawił na występy solo. Muzyka gra ważną rolę w jego życiu i ważną na imprezach okolicznościowych, na których występuje, a to jest nie bez znaczenia...

[fot. Michał Podgórski/archiwum prywatne]

[fot. Michał Podgórski/archiwum prywatne]

Dziś wybór dobrego DJ-a weselnego/prezentera muzycznego czy wodzireja spędza wielu parom młodym sen z powiek. Wartością dodaną jest fakt, gdy te szeroko pojęte profesje artystyczne potrafi wykonywać i zgrabnie łączyć jedna osoba. Wówczas wzrasta gwarancja udanej zabawy i satysfakcji gości, którzy będą polecać usługi danego prezentera znajomym. 

Jaka była droga Michała, kiedy postawił na branżę rozrywkową, jakie są jej kulisy, jaka muzyka gra mu w duszy... Zapraszam na pierwszą rozmowę z cyklu: Człowiek z pasją. Moim gościem był Michał Podgórski.

Kiedy pojawił się w twojej głowie pomysł, by zostać prezenterem muzyczny?

Tak to się ładnie teraz określa: prezenter muzyczny. Uważam, że nie ma przypadków, wszystko wynika z czegoś. Na początku byłem wokalistą, marzyłem o posiadaniu swojego zespołu muzycznego i nawet udało się. Założyłem zespół z przyjaciółmi: The Black Sheep. Został stworzony przeze mnie, czyli Michała Podgórskiego, na gitarze elektrycznej grał Łukasz Prokopowicz, gitara basowa Jan Trusiuk, klawisze Adrian Janowicz, a za perkusję odpowiedzialny był Marcin Mickiewicz. Graliśmy po klubach białostockich, ale nie tylko białostockich. Zagraliśmy paręnaście koncertów, udało nam się też wygrać przegląd kapel, które miały szansę zagrać na scenie juwenaliowej. I od tego momentu, można powiedzieć, że na poważnie zaczęła się moja myśl, że zostanę gwiazdą rocka [śmiech]. Niestety przemysł muzyczny jest na tyle rozwinięty, że nie udało mi się przebić dalej. Pomyślałem, że skoro lubię śpiewać i umiem to robić, to spróbuję swoich sił gdzie indziej. 

Najczęstsze imprezy, które najłatwiej mi było zorganizować, to były imprezy okolicznościowe. Dostałem się do najstarszego zespołu, chyba w Polsce, o ile się nie mylę, zespołu  „RAYA”.

Pod jego skrzydłami nabierali szlifów najlepsi białostoccy muzycy…

Tak. Tam, pod okiem świetnych ludzi zdobywałem szlify wodzirejsko-artystyczno-wokalne. Współpracowałem z Elą Nadolną, która jest założycielką zespołu. Współpracowałem też z Piotrkiem Wilkiem, który dużo mnie nauczył, z wokalistą i gitarzystą z Łomży Przemkiem Kamińskim, z Maksem saksofonistą z Lublina. Po drodze wiadomo były inne osoby, to były fantastyczne czasy. Spędziłem w tym zespole 10 lat.

Po tych latach poczułeś, że czas na działanie solo?

Tak, poczułem coś takiego, że tak to powinno wyglądać. Uznałem, że świetna jest współpraca z zespołem muzycznym. To jest ogromna pomoc innych osób, bo nie tylko co nie dośpiewasz, to dowyglądasz, ale masz też wsparcie merytoryczne od pozostałych. Jednak w pewnym momencie postanowiłem oddzielić się od zespołu i zacząć budować markę osobistą. 

To nie jest tak, że jedno oddziela drugie, to wszystko się zazębia. Dlatego tak jak na początku powiedziałem, coś wynika z czegoś. Profesja Dj-a wynika z tego, że nauczyłem się prowadzić imprezy, ale także nauczyłem się operować głosem pracując w radiu.

Od początku byłeś zwierzęciem scenicznym? Trema towarzyszyła podczas pierwszych występów przed publicznością?

Trema jest nadal, ale nauczyłem się nad nią panować. Czy występuje solo czy z zespołem, to zawsze jest ta trema, bo dużo rzeczy może się nie udać.  

A jak sobie z nią radzisz? Michał Podgórski ma szybki i skuteczny sposób na pozbycie się stresu?

Tak, zauważyłem, że bardzo dużo ziewam i czuję się senny, jak się stresuję. Nie wiem dlaczego, ale każdy reaguje inaczej. Ktoś się denerwuje, ktoś się trzęsie, ktoś płacze lub się cieszy, ja ziewam [śmiech]. 

Nietypowe przyznaję, ale jeśli chwilowa senność jest skuteczna na pozbycie się tremy, to znaczy, że sposób masz dobry.

To jest przez imprezą, już na samym wydarzeniu się nie stresuję. Podczas koncertów, wydarzeń okolicznościowych możemy już mówić o szale emocji, tych pozytywnych najczęściej. To tak jak na meczu piłki nożnej, na które pewnie chodzisz. Co wtedy czujesz, raczej się nie stresujesz?

Oczywiście, że nie, jest ta nuta adrenaliny, mieszanki pozytywnych emocji…

Dokładnie! Mam tak samo podczas imprez, które obsługuje.

Jak wygląda proces przygotowania do wesela, bądź innego wydarzenia okolicznościowego?

Mam swój sprzęt, który wożę, buduje konstrukcje. Z technicznej strony wiele rzeczy może się nie udać i to jest najbardziej stresujące. Są też imprezy, gdzie tak naprawdę bierze się tylko walizkę, mikrofon i tyle. Jestem odciążony, z tej części stresującej, bo już ktoś inny odpowiada za nagłośnienie, a jeszcze ktoś inny za realizację oświetlenia. Jednak najczęściej to jestem taką osobą, która zajmuje się i światłem, i dźwiękiem. Chociaż nie sam, bo jako prezenter postawiłem na współpracę i pomaga mi przyjaciel, też Michał, który jest tzw. „świetlikiem”. 

Czyli pełen profesjonalizm, tzw. oświetleniowiec na planie…

Tak, ponieważ jestem raczej z tych mobilnych osób, wychodzę do ludzi w trakcie wydarzenia. Staram się ich zagadywać, zabawiać, nawiązać interakcje. Od tego jest oświetleniowiec, aby goście mnie widzieli. On w zależności od sytuacji, światła kieruje na mnie, na parę młodą czy na konkretnych gości. Jak zepnie to się w całość, to naprawdę fajnie to wygląda. Chcę, żeby wszystko wyglądało profesjonalnie! Choć jest to występ prezentera np. na weselu, to chcę, żeby był to taki mini koncert.

Często dajesz takie koncerty i wcale nie mini, bo zazwyczaj zaproszonych na wesele gości, jest znacznie więcej niż na kameralny występ do jakiegoś impresariatu. A jak wygląda sprawa z repertuarem, są np. piosenki na życzenie?

Mam piosenki, które śpiewam, nie przyjmuję na życzenie piosenek od pary młodej. Wyłącznie dlatego, że nie chcę tego robić na 20-30 procent. Trochę też się obawiam, że mogłyby to być nietypowe piosenki, których nie byłbym w stanie wykonać.  Nie chcę naobiecywać i się z tych obietnic nie wywiązać. Mam oczywiście repertuar, który mogę zaproponować. Jeżeli para młoda go akceptuje, z przyjemnością zaśpiewam, jeżeli to nie leży w ich klimacie, to oczywiście to rozumiem i nie  będę się narzucać. Potrafię zaśpiewać sporo piosenek i jak już to robię, to raczej tak, by było to wykonane ze smakiem. Chodzi o to, by nie było to prześpiewane, bo nie po to biorą DJ-a, żeby mieć zespół [śmiech]. 

Wymieńmy kilka utworów, które wykonujesz…

„Lubię być z nią”, „Zawsze tam gdzie Ty”, czyli takie klasyki, które dobrze się sprawdzą i nie są zbyt inwazyjne. 

A co w sytuacji, gdy goście nie podążają ochoczo na parkiet?

Mam swoje sztuczki, których niestety Ci nie zdradzę [śmiech]. A jakie to są sposoby, można się przekonać na imprezach, które prowadzę. W końcu, po to zamawia się obsługę prezentera/Dj-a/wodzireja, by takich sztuczek w odpowiednim momencie użył. Co mogę zdradzić, to to, że zawsze jest spotkanie z parą młodą, na którym rozmawiamy i omawiamy ewentualny przebieg imprezy. Pytam co lubią, jakie mają oczekiwania itp… Często też coś podpowiadam, mogę zasugerować, jeśli poproszą o radę. Liczy się wizja klienta, ja mogę powiedzieć, co mogę zrobić na danym weselu. Szczegóły dotyczące ustaleń zawsze wynikają z rozmów. 

Jak dobierasz muzykę, by zadowolić różne pokolenia i gusta gości?

Tu pojawia się słynne: to zależy. Mogę Ci powiedzieć, że TikTok kreuje trendy, ale to też byłaby ściema. To zależy m.in. od pary młodej, od ich gości, od tego jak dobrze ich znają, od przedziału wiekowego gości. 

A jakiej muzyki lubisz słuchać na co dzień? Wspominałeś wcześniej o rockowych marzeniach?

Jestem fanem amerykańskiej grupy wykonującej muzykę z pogranicza rocka i metalu progresywnego – Tool. Kiedyś słuchałem więcej ich kawałków, teraz też trochę ze względu na profesję, którą wykonuję, słucham dużo popowych kawałków, tak zwanych popularnych, które można usłyszeć w stacjach radiowych. Ala jak wspomniałem wcześniej: to zależy, od nastroju, sytuacji, wielu innych czynników. 

Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję do zobaczenia na jakiejś imprezie okolicznościowej. 

Dziękuję do zobaczenia.

Zobacz również