RECENZJA. "Pies Kobieta Mężczyzna", czyli marcowa premiera w Teatrze Dramatycznym

Co się stanie, gdy spotkają się mężczyzna z przeszłością i kobieta po przejściach? Czy w pewnym wieku można zacząć wszystko od nowa? "Pies Kobieta Mężczyzna" Sibylle Berg w reżyserii Julii Mark to kameralny spektakl z ciekawymi scenicznymi rozwiązaniami, emocjonalnymi kreacjami, w którym nie brakuje humoru, a wielu widzów odnaleźć może swoje życie.

[fot. Bartosz Warzecha]

[fot. Bartosz Warzecha]

Premiera sztuki "Pies Kobieta Mężczyzna" odbyła się dokładnie w Międzynarodowy Dzień Teatru, czyli 27 marca. Białostocka scena wyjątkowo odeszła od sobotnich premier na rzecz piątkowego terminu. Czy świętowanie było udane? 

Związek budowany ze strachu przed samotnością

Narratorem tej historii jest… bezdomny pies. Świetnie obsadzony w tej roli Krzysztof Ławniczak z elokwencją snuje opowieść o parze 40-latków, którzy boją się samotności. Ciekawym rozwiązaniem jest zostawienie miejsca w pierwszym rzędzie, które aktor pomiędzy swoimi kwestiami zajmuje. 

Ona, czyli Monika Zaborska. Odważna, pragnąca miłości kobieta w pewnym wieku. "Gdy ktoś mi się spodoba, to nic z tego" – mówi. Spotykają się w niedzielę. Jedna, druga butelka wina. "Chodź do ciebie na kawę" – mówi On, czyli Bernard Bania. Dotychczas chodził z kolegami po pracy pić alkohol. Nigdy nie dzwoni do spotkanych kobiet, a potem boi się, że się na którąś natknie. Czy teraz będzie inaczej?          

Spotykają się od kilku tygodni codziennie. Postanawiają wynająć większe mieszkanie. I co? Przygniata ich proza życia. Związek stanie się rutyną. Nie pomoże nawet wypad do Paryża. Ona kocha to miasto. Paryskie kawiarenki, klimat wolności i artystyczną atmosferę. On nienawidzi francuskiego i męczą go maratony po knajpkach. Woli siedzieć w hotelu. Po powrocie do domu postanawia się wyprowadzić. Ona się nie zgadza. Ten romans będzie mieć gorzkie, ale niespodziewane zakończenie. 

Nie zawsze we dwójkę znaczy lepiej

Muzyka robi tu robotę. Jest częścią opowieści, którą z zaciekawieniem śledzą widzowie. Radiohead, Pink Floyd, ale też parodia "Paroles, paroles". Kameralny spektakl, więc i scenografia jest kameralna. Niewielka kanapa, dywanik, a gdy parze przyjdzie się przeprowadzić taśmą klejącą na podłodze wyznaczą nowe lokum. Z kolei rozwijana z kłębka nitka symbolizuje różne fazy związku. Plus też za utrzymane w uroczym retro stylu kostiumy bohaterów. 

Czasem mamy jednak wrażenie, że już gdzieś widzieliśmy tę historię. Nawet w spektaklu trwającym około 80 minut są momenty, które nużą. Są też pomysły, które nie przekonują. Szalona wspólna noc. Taniec do muzyki Michaela Jacksona. Czy reżyserka nie przeszarżowała? Czy aktorzy czują się w tej konwencji komfortowo? Czasem mniej znaczy więcej.  

"Pies Kobieta Mężczyzna" to gorzka i przewrotna opowieść o życiu i poszukiwaniu miłości. Nie zawsze we dwójkę oznacza lepiej. Zwłaszcza gdy relacja budowana jest ze strachu przed samotnością, a związek prowadzi do zatracenia. Czy lepiej być nieszczęśliwym razem, czy zmierzyć się z samotnością? O tym musi zdecydować każdy z nas. 

"Pies Kobieta Mężczyzna" 
Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku
Premiera: 27 marca 2026 r.
Autor: Sibylle Berg
Tłumaczenie: Karolina Bikont
Reżyseria, scenografia, kostiumy, opracowanie muzyczne: Julia Mark
Inspicjent: Karolina Bielawska    
Obsada: Monika Zaborska, Bernard Bania, Krzysztof Ławniczak. 

Następne pokazy spektaklu: 10, 11, 12 kwietnia oraz 25, 26 kwietnia w Uniwersyteckim Centrum Kultury i Nauki (ul. Ciołkowskiego 1N). 

Repertuar Teatru Dramatycznego

Galeria

Zobacz również