„Koleżanki” to dynamiczna francuska komedia pełna humoru i zwrotów akcji, która rozbawiła białostockich widzów podczas premierowego przedstawienia. Niewątpliwym atutem spektaklu jest mocna obsada oraz precyzyjna reżyseria, a to połączenie może zwiastować sceniczne powodzenie.
Farsa, która wie, jak rozbawić
Widzieliście spektakl „O co biega?” w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza? Otworzył on sezon artystyczny 2024/2025. Tym razem Teatr Dramatyczny również stawia na komediowy, a nawet bulwarowy repertuar i powrót Grzegorza Chrapkiewicza w roli reżysera. Zaskakujące zwroty akcji, szybkie tempo i zabawne dialogi – to wszystko w spektaklu „Koleżanki” miłośnicy farsy odnajdą.
Jest tu dokładnie wszystko, czego od francuskiej farsy można oczekiwać: misternie konstruowane intrygi, przypadkowe spotkania, sekretne romanse, nieoczekiwani goście i bohaterowie, którzy z każdą kolejną sceną coraz bardziej wikłają się we własne kłamstwa. Tempo jest zawrotne, ale nie chaotyczne. Kolejne elementy układanki pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy powinny, a pozornie niewinne sytuacje szybko urastają do rozmiarów scenicznej katastrofy.
Pierre Chesnot, jeden z najpopularniejszych twórców francuskiej komedii bulwarowej, dobrze wie, że w farsie przypadek powinien być perfekcyjnie zaplanowany. Realizatorzy białostockiej inscenizacji o tej zasadzie pamiętają.
Niełatwe aktorskie zadanie
Grzegorz Chrapkiewicz ma rękę do dobrej obsady. Aktorzy stają na wysokości zadania, które wcale do najprostszych nie należy. Trzeba zachować umiar w doborze aktorskich środków – wszak kreacje są wyraziste, rubaszne, a nawet przerysowane. Farsa nie wybacza zawahania: jeden spóźniony gest, źle postawiony akcent czy zgubiony rytm może rozbić całą misterną konstrukcję. Tutaj mechanizm działa sprawnie.
W centrum całego zamieszania jest Ewelina Darmont (Agnieszka Możejko-Szekowska). Bez swoich charakterystycznych rudości na głowie, w zaskakujących czarnych loczkach (skojarzenie z Lauryn Hill zupełnie słuszne) i coraz to nowych satynowych szlafroczkach za kilkaset euro prowadzi w swoim mieszkaniu swoiste pogotowie sercowe. Koleżanki przychodzą do niej się wypłakać, opowiedzieć o swoich perypetiach sercowych i... przedstawić nowego narzeczonego.
Ewelina jest gospodarzem tego osobliwego salonu terapii, choć sama chyba najbardziej potrzebuje pomocy. Znakomicie pokazuje to Agnieszka Możejko-Szekowska, która nie ogranicza swojej bohaterki do zestawu efektownych póz i komicznych min. Pod warstwą ekstrawagancji pojawia się kobieta coraz bardziej zmęczona rolą, którą sama sobie wyznaczyła.
Ciekawym zabiegiem jest obsadzenie autentycznych małżeństw aktorskich. W roli męża Eweliny Filipa Darmonta występuje więc Piotr Szekowski. Gra pisarza, który w zaciszu swojego mieszkania próbuje dokończyć pisanie kolejnej powieści. Z naciskiem na próbuje. Ciężko wywiązać się z terminów, o których przypomina wydawca, gdy własny dom wygląda jak schronisko górskie, a tłoczno w nim jest jak na dworcu.
Filip pozostaje na obrzeżach kobiecego zamieszania, ale właśnie będąc na tej pozycji staje się jednym z ciekawszych bohaterów. Jego pozorna obojętność ma w sobie coś więcej niż komediową bezradność. To człowiek, który najwyraźniej nauczył się funkcjonować obok własnej żony, a nie z nią.
Koleżanki, narzeczeni i całe zamieszanie
I tytułowe koleżanki. Beatrycze, Michalina, Lucylla, Paulina. Każda z nich przychodzi ze swoją historią, problemem i – oczywiście – mężczyzną w tle. Każda jest też nieco inną odsłoną tego samego pragnienia: żeby wreszcie poukładać sobie życie.
Beatrycze (Arleta Godziszewska) długo nie opłakuje rozstania z Nicejczykiem, bo poznaje innego. Idąc tropem prawdziwych aktorskich małżeństw – na scenę powraca długo nie widziany (od 10 lat?) na deskach Teatru Dramatycznego Piotr Półtorak. Wciela się w Borysa – nowego partnera Beatrycze. Rosyjski akcent, alkoholowe ekscesy łącznie z zawijaniem w dywan, latające motyle, a nawet… nietoperze. Ach, nie spoilerujmy.
Michalina (Urszula Szmit) ma w planach zostanie żoną greckiego armatora. Plany jednak są po to, by je zmieniać. Poznaje przystojnego Bernarda (Michał Przestrzelski) – niejakiego pracownika… niewielkiego laboratorium. Z kolei Lucylla (Justyna Godlewska-Kruczkowska) ma problem z zazdrosnym mężem oraz… nową dziewczyną (?) syna. Wreszcie Paulina (Paula Gogol) – córka Beatrycze, która – nie inaczej – również marzy o ułożeniu sobie życia.
Mężczyźni pojawiają się więc w życiu bohaterek jak kolejne elementy układanki. Problem w tym, że żadna z nich nie do końca wie, jaki obraz właściwie chce z tych elementów ułożyć. I właśnie tutaj „Koleżanki” zaczynają być czymś więcej niż tylko sprawnie działającą maszyną do wywoływania śmiechu.
Kostiumy z lejących się tkanin w intensywnych kolorach autorstwa Anety Suskiewicz nawiązują do mody paryskiej, a ich zmiany współgrają z dynamiką przedstawienia. Dobrym uzupełnieniem jest stonowana scenografia Wojciecha Stefaniaka. Mieszkanie Eweliny staje się miejscem, w którym prywatność właściwie przestaje istnieć. Dzwonek dzwoni. Drzwi otwierają się niemal bez przerwy, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi. Dom zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa staje się przestrzenią nieustannego zamieszania.
„Valium, Relanium, Hydroksyzyna, Etopiryna – i wszystko będzie dobrze”
Czego brakuje Ewelinie w życiu codziennym, że musi rekompensować sobie te braki spotkaniami z koleżankami? Dlaczego to koleżankom poświęca więcej czasu niż małżonkowi? Komiczne czytanie wciąż tego samego fragmentu powieści odbywa się między jednym a drugim dzwonkiem do drzwi. Wspólne, pozornie znakomite i stabilne życie Eweliny i Filipa sprowadza się do wieczornego „Pa” i rozejścia się do swoich pokojów. Jak długo można tkwić w takiej fikcji?
W pewnym momencie rubaszny śmiech zaczyna więznąć w gardle. Samotność ludzi żyjących obok siebie przestaje być zabawna. Prawdziwe problemy pudrowane kobiecą paplaniną wychodzą wreszcie na pierwszy plan. Ich rozwiązanie będzie trudniejsze niż zażycie mieszanki „Valium, Relanium, Hydroksyzyna, Etopiryna”, którą Ewelina doradza swoim koleżankom.
I właśnie w tym miejscu przedstawienie nabiera drugiego dna. Chesnot nie próbuje oczywiście zamienić farsy w psychologiczny dramat. Nie taki jest cel tej historii. Raczej pozwala, by spod warstwy żartów na chwilę wyjrzała prawda o bohaterach. O potrzebie bliskości, o lęku przed samotnością, o próbach radzenia sobie z upływającym czasem, i o tym, jak łatwo można pomylić intensywne życie towarzyskie z prawdziwą bliskością.
Śmiech, który z czasem cichnie
„Koleżanki” pozostają przede wszystkim komedią – i jako komedia wypadają zupełnie nieźle. Mają tempo, rytm, wyraziste postaci i aktorów, którzy potrafią wykorzystać potencjał farsowego materiału. Ale na szczęście nie kończą się wraz z ostatnim żartem. Zostawiają widza z pytaniem – ile w naszym codziennym życiu jest autentycznego spotkania, a ile dobrze odegranej roli?
To udana komediowa premiera białostockiego Teatru Dramatycznego: lekka, żywiołowa i pełna scenicznej energii, a przy tym niepozbawiona gorzkiego posmaku. Ciekawa propozycja na jesienny wieczór w teatrze. To również sylwestrowy tytuł Dramatycznego. Ci, którzy go wybiorą, prawdopodobnie dostaną dokładnie to, czego od farsowego wieczoru oczekują: dużo śmiechu, trochę zamieszania i przekonanie, że cudze problemy – przynajmniej na scenie – zawsze są zabawniejsze niż własne.
„Koleżanki”
Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku
Premiera: 26 września 2026 r.
Autor: Pierre Chesnot
Przekład: Barbara Grzegorzewska
Reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz
Asystent reżysera: Michał Przestrzelski
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Kostiumy: Aneta Suskiewicz
Opracowanie muzyczne: Grzegorz Chrapkiewicz
Reżyseria świateł: Grzegorz Chrapkiewicz
Inspicjent: Karolina Bielawska, Patrycja Kaszyńska
Obsada:
Justyna Godlewska-Kruczkowska
Arleta Godziszewska
Paula Gogol
Agnieszka Możejko-Szekowska
Urszula Szmidt
Piotr Adam Półtorak
Michał Przestrzelski
Piotr Szekowski
Następne pokazy spektaklu: 2, 3, 4, 23, 24, 25 października, 13, 14, 15 listopada, 31 grudnia 2026 r. oraz 2, 3 stycznia 2027 r. (Kino Ton, Rynek Kościuszki 2). Bilety dostępne w sprzedaży online https://dramatyczny.pl/spektakl/kolezanki oraz w Kasie Teatru (ul. Suraska 1, Białystok).

![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71528/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71529/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71530/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71531/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71532/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71533/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71534/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71535/1280x720.jpg)
![[fot. Bartek Warzecha]](/assets/lib/resized/71536/1280x720.jpg)
