BIA24 - FILM. RECENZJA. Papierowy plan
Kultura i rozrywka
FILM. RECENZJA. Papierowy plan
2018-02-09 10:00:00
Bia24.pl FILM. RECENZJA. Papierowy plan
Kadr z filmu

[PLAN B. Reż. Kinga Dębska] Prawda, że każdy ma jakiś Plan B, na wypadek, gdyby Plan A nie wyszedł, ale przecież to jeszcze nie powód, żeby realizować ten Plan B i udawać, że jest to ten Plan A. To najkrócej o filmie Kingi Dębskiej. Nie udał się, bo wszyscy płaczą, a nie mają łez w oczach, bo borykają się wymyślonymi za biurkiem problemami. Nie ma w Planie B. prawdy o nas, zwykłych ludziach, bo to nie jest film o zwykłych ludziach.

W kinach ciągle jeszcze grają obok Planu B. - "Atak paniki". Jest okazja, żeby sobie porównać. Oba filmy są podobnie skonstruowane. Mamy tu oddzielne, z pozoru niepowiązane za sobą historie, które - jak się okazuje w trakcie opowieści - coś jednak łączy. O "Ataku paniki" piszę w innym miejscu (Niekomedia współczesna). W "Planie B." te historie są połączone byle jak, a przede wszystkim te historie są wymyślone, tzn. widać, że są tylko konstrukcją, nie ma w nich prawdziwego życia i prawdziwych ludzi. 


Kadr z filmu


Przede wszystkim Plan B opowiada o ludziach wyciętych z papieru, osadzonych w ładnych wnętrzach, ale we własnym wnętrzu mających co najwyżej wyuczoną rolę. Te konstrukcje wymyślono za biurkiem, nie mówią prawdziwym głosem, nie widać, żeby miały przeżycia. Po prostu grają. 


Są tu cztery opowieści. Bohaterowie każdej zaczynają od katastrofy, czy też inaczej mówiąc, poznajemy ich w sytuacjach granicznych. To jest nagła śmierć osoby bliskiej bądź jej odejście, ucieczka. Punkt wyjścia jak najbardziej trudny i jednocześnie obiecujący prawdziwe, mocne przeżycia. Bo treścią tych opowieści jest dojście do ponownej stabilizacji, do przewartościowania, do istotnej przemiany bohatera. 


Kadr z filmu


Obserwujemy naszych bohaterów i ich przeżycia. Bo Plan B. opowiada o przeżyciach ludzi, którzy coś tracą i szukają czegoś nowego na to miejsce. Najmocniej pokazuje tę drogę Kinga Prajs. Trzeba przyznać, że rolę ma trudną, bo reżyser serwuje nam ciągle aktorkę w bliskim planie. Gra twarzą. Jednak gra raczej monotonnie i trudno w jej twarzy rozpoznać różnorodność stanów emocjonalnych. 


Edyta Olszówka ma zadanie równie trudne, dlatego, że stoi na progu sytuacji nieodwracalnej. Niema rozpacz i gwałtowna potrzeba znalezienia nowej ścieżki w życiu. Olszówka pozytywnie zaskakuje, mieści się w emocjach, jakich wymaga od niej scenariusz. Gorzej z Marcinem Dorocińskim, któremu wyraźnie nie odpowiada rola, którą ma zagrać. On lubi bardziej grać, tutaj właściwie najbardziej udaje mu się dziarski marsz, jaki kilka razy prezentuje na ekranie. Czwarty wątek z Romą Gąsiorowską jest najbardziej powściągliwy i emocjonalnie na innym poziomie niż pozostałe. I tak też jest najmniej wymagający od aktorki.